Grzegorz Bieniarz

Z nauki o wytrzymałości materiałów, którą wykładam na Politechnice Opolskiej i którą zajmuję się zawodowo oraz z historii wielu innych podobnych katastrof wynika, że przy takim locie koszącym, jaki wykonywał polski samolot z prezydentem, nie mógł on rozpaść się na tak drobne części. Przy zetknięciu z ziemią – podłożem mokrym, gliniastym, błotnistym – musiała być inna przyczyna takiej destrukcji samolotu, aniżeli zetknięcie samolotu z ziemią przy locie koszącym. Takie skutki – a konsultowałem mój wniosek z innymi profesorami – spowodować mogła tylko nietypowa, niekonwencjonalna eksplozja. Wszystko wskazuje, że mogła to być eksplozja ładunku tzw. termobarycznego. Niektórzy nazywają to bombą próżniową, inni – eksplozją wolumetryczną, a jeszcze inni – bombą paliwową. Takie skutki...