Tusk to tylko kukiełka

Edyta Żyła: Jak wyglądała sytuacja w ABW, kiedy zaczęliście kierować agencją?

Bogdan Święczkowski:
Straszno i śmieszno. Agencja była w stanie agonalnym. Po kilku tygodniach poczułem się jak jeden z bohaterów mitologii greckiej sprzątający stajnię Augiasza. Na początku mojej misji w ABW poprosiłem jednego z dyrektorów Departamentu Zwalczającego Przestępczość Zorganizowaną, żeby mi przygotował zestawienie, informację na temat przestępczości zorganizowanej w Warszawie. Czekałem tydzień, dwa tygodnie. Myślałem, nie będę ich poganiał, wymaga to przecież dużo pracy. Może po miesiącu przychodzi do mnie ten dyrektor i mówi, że nie ma jeszcze tego zestawienia, „bo

[pozostało do przeczytania 84% tekstu]
Dostęp do artykułów: