Jak były szef UOP chciał ratować stocznię

„Służby zawsze blisko stoczni” Gdy sądy prawomocnie oczyściły byłego prezesa (i resztę zarządu) z wszelkich zarzutów, Piotrowski skrzyknął akcjonariuszy – prawowitych właścicieli stoczni – i rozpoczął walkę o odzyskanie przedsiębiorstwa, które – jak twierdzi – odebrano akcjonariuszom bezprawnie. Działania te wzmógł, gdy rząd Donalda Tuska zlikwidował upaństwowioną stocznię i usiłował za wszelką cenę zbyć jej majątek. To wtedy doszło do kompromitacji przy próbie jej sprzedaży „inwestorowi z Kataru”. – Wszyscy wiedzieli, że nasz pomysł na ratowanie stoczni, czyli powrót do holdingu poprzez postępowanie układowe, był jedynym sensownym rozwiązaniem – mówi Piotrowski. – Pisaliśmy apele do wszystkich świętych: prezydenta, premiera, posłów, ministrów. Uprzedzaliśmy, że wszelkie działania związane ze sprzedażą majątku stoczni są bezprawne, i że prędzej czy później spór przeniesie się na forum międzynarodowe. Ale nasz głos był przez decydentów ignorowany. Okazuje się jednak,
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze