Jak Putin stchórzył przed kibicami z Zielonej Góry

Z powodu waszego oświadczenia zmieniono regulamin festiwalu. Czytając informację na ten temat w „Gazecie Lubuskiej”, można było odnieść wrażenie, że nie żyjemy w Polsce, lecz w państwie Putina: „Organizatorzy będą odbierali plakaty, flagi i trąbki. Nie wniesiemy też aparatu i kamery. Nie warto nagrywać festiwalu telefonem komórkowym. Jeśli uda nam się zarejestrować show, telewizja polska i rosyjska mogą żądać od nas odszkodowania. Z ogromnymi karami finansowymi muszą się liczyć osoby, które spowodują zerwanie transmisji. W grę wchodzą nawet kilkumilionowe odszkodowania. Namierzenie uczestników zamieszek nie będzie problemem. Widownia amfiteatru znajduje się pod bacznym okiem kamer”.

Na „Gazetę Lubuską” mówi się u nas „Gazeta Lewuska”. Nowy regulamin zabraniał wszystkiego, co robią ludzie bawiący się na normalnych koncertach. Z jego treści wynikało, że organizatorzy najbardziej boją się nie jakichś awantur, lecz treści ewentualnych transparentów, a nawet plakatów. Bali się tego, że napiszemy, co myślimy. A kto się boi napisów i filmowania? Boi się osoba, która wie, że coś udaje, ściemnia. Jeśli organizator wie, że zwykli ludzie pozytywnie odbierają jego imprezę, nie zabrania jej nagrywać.

Po oświadczeniu kibiców rosyjska telewizja odwołała transmisję na żywo z festiwalu. Wcześniej pojawiały się nawet informacje o możliwym przyjeździe Putina.

Bano się, że powiemy prawdę zarówno o festiwalu, jak i o ludziach, którzy go organizują. Te obawy nie brały się znikąd, lecz z tego, co organizatorzy mają za uszami. Wiadomo, że kibice mają zawsze dużo pomysłów. Przecież kilka lat temu wynajęliśmy samolot z płachtą z napisem „Tylko Falubaz”, który latał nad stadionem naszych rywali z Leszna. Mogli więc spodziewać się wszystkiego, poza awanturami, bo kibice Falubazu znani są z tego, że potrafią się tak zorganizować, by ich nie było.

Co mają za uszami organizatorzy?

Od...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: