PO kolei

Dawno, dawno temu obiecywano wyłaniać kandydatów na pasażerów w drodze prawyborów – obecnie naczelna racja to kooptacja. Po Kluziku i Arłuku idzie czas na zaproszenie Giertycha, niewykluczone, że przygotowuje się Lepper... Gdyby skrót PJN nie był pechowy, można by rzec: szykuje się nam Pociąg Jedności Narodu. Oczywiście jest kłopot z nadmiarem chętnych na miejscówki, po wyborach może się przecież okazać, że nie wszystkie dotychczasowe wagony odjadą.

To niepokojące zagadnienie tak fascynuje kandydatów na pasażerów, zwłaszcza tych, którzy marzą o pierwszej klasie, że nie zadają sobie innych pytań. Np. czy to prawda, że pociąg, jak wiele innych w naszym kraju, będzie teraz jechał dwa razy wolniej, że do tej pory nie wiadomo, czy pojedzie w prawo, czy w lewo? I że choć zamiast nierealnego „pociągu miłości” skład może otrzymać tytuł „pociąg przyjaźni” – tylko nadal nie wiadomo, czy będzie to przyjaźń do brązowego, czy do białego niedźwiedzia?

Inna sprawa, że maszyniści-cudotwórcy potrafią prowadzić pociąg równocześnie w obu przeciwnych kierunkach, co – jak wiadomo – wymaga spełnienia tylko jednego warunku.

Okna w przedziałach muszą być dokładnie zasłonięte. I wesoła muzyczka w głośnikach winna rozbrzmiewać na full. Wtedy nikt nie dowie się, dokąd i czy w ogóle się jedzie.
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: