Prokuratura nie szuka człowieka, który kopnął Klusika

Awantura na Krakowskim Przedmieściu

W sierpniu zeszłego roku na Krakowskim Przedmieściu trwała obrona Krzyża Pamięci. Tysiące osób sprzeciwiało się jego usunięciu. Ludzie przyjeżdżali z rozmaitych zakątków Polski. Do Warszawy wybrała się również grupa przyjaciół z Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej. Wśród nich byli bracia Klusik. Antoni i Jan. Pierwszy to znany działacz opozycyjny z czasów PRL-u.

Na Krakowskim Przedmieściu pojawili się 14 sierpnia. Całą noc przed Krzyżem spędzili na modlitwie. Nie podobało się to podpitym awanturnikom. W pewnej chwili Jan został kopnięty w klatkę piersiową.

– Nie widzieliśmy tego momentu, ale brat mówił, że dostał bardzo mocno – wspomina Antoni Klusik.

Pobity mężczyzna nie zgłosił się do lekarza, choć cały czas uskarżał się na ból w piersiach. Kilka tygodni później odwiedził kolegę. I podczas tej wizyty zasłabł. Reanimacja nie pomogła. Jan Klusik zmarł.

Śledztwo po artykule

Krewni Jana Klusika nie powiadomili policji ani prokuratury, że jego śmierć może być skutkiem pobicia. Pochowali mężczyznę bez przeprowadzania sekcji zwłok. Śledczy z Opola przyznają, że o wydarzeniach w Warszawie dowiedzieli się dopiero z tekstu „Bieszczaders spod Krzyża”, który ukazał się w październiku na łamach „Gazety Polskiej”. Wtedy zdecydowali się na wszczęcie śledztwa.

Przeprowadzono ekshumację, a po kilku tygodniach biegły przedstawił prokuratorom swoją opinię. Wynika z niej, że Jan Klusik nie miał żadnych obrażeń, które mogłyby wskazywać na pobicie. Na tym jednak śledztwo się nie zakończyło. Postanowiono jeszcze skorzystać z pomocy toksykologów. A ponieważ zwrócono się do Instytutu Sehna w Krakowie, na wynik ich pracy trzeba będzie poczekać aż do maja. Po co jednak te badania? Tego nie wiedzą chyba nawet opolscy śledczy.

– Nie chcemy, aby ktoś później nam zarzucił, że coś zaniedbaliśmy – wyjaśnia prokurator Jończyk...
[pozostało do przeczytania 51% tekstu]
Dostęp do artykułów: