W obronie wolności słowa w Polsce

Demonstranci protestowali przeciw usuwaniu z mediów publicznych dziennikarzy, którzy mają odwagę krytykować rząd Donalda Tuska. Wyczytano nazwiska publicystów wyrzuconych z telewizji i radia oraz nazwy zlikwidowanych programów i audycji.

– Tu nie chodzi o dziennikarzy, ale o całe społeczeństwo, o ludzi, którzy teraz nie będą wiedzieli, co się dzieje. Gdyby nie te programy, wiedzielibyśmy o katastrofie smoleńskiej tylko to, co chcieliby nam powiedzieć rządzący – powiedział Bronisław Wildstein.

– Naszym błędem przy realizacji filmu „Solidarni”, błędem zdaniem władzy, było oddanie głosu ludziom – mówił Jan Pospieszalski.

Przywitany brawami Jan Pietrzak powiedział do zgromadzonych: – Śpiewałem o wolnej Polsce już w latach 70. i można powiedzieć, że ta piosenka wciąż jest aktualna. I zażartował: – Jak poznajemy, że Donald Tusk kłamie? Po tym, że otwiera usta.

Setki ludzi zaczęły śpiewać znaną z czasów PRL pieśń Pietrzaka „Żeby Polska była Polską”.

Podczas demonstracji nie zabrakło akcentów smoleńskich. – Przed chwilą premier znów kłamał w sprawie katastrofy. Można powiedzieć, że został postawiony do pionu, a raczej rzucony na kolana przez władze Rosji – ocenił Andrzej Melak.

Na koniec odczytano apel do narodów o pomoc w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy, a Marek Król, były redaktor naczelny i właściciel tygodnika „Wprost”, stwierdził: – Władza, która boi się wolnego słowa, boi się własnego narodu. Reżyser Grzegorz Braun (autor m.in. „Plusów dodatnich, plusów ujemnych”) dodał: – Jako społeczeństwo zostaliśmy pozbawieni prawdy i jesteśmy zdani na łaskę sprzedawczyków, zdrajców i łajdaków.

Organizatorem protestu było Stowarzyszenie Solidarni 2010, przy współpracy Stowarzyszenia Twórców dla Rzeczpospolitej oraz Stowarzyszenia KoLiber i Polskiej Racji Stanu.
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: