Poligon doświadczalny armii Putina

Oficjalnie władze Kremla motywują swoją obecność wojskową w Syrii chęcią zastopowania trwającej tam od pięciu lat wojny domowej oraz zwalczania terrorystów powiązanych z tzw. Państwem Islamskim. W rzeczywistości Rosja postrzega Bliski Wschód jako region idealny do testowania zaawansowanych systemów broni, wspierając przy okazji reżim syryjskiego dyktatora Baszara al-Asada i jego militarną świtę 

Wydarzenia z Bliskiego Wschodu przypominają nieco sytuację z hiszpańskiej wojny domowej, toczącej się w latach 1936–1939, w której Związek Sowiecki odegrał jedną z głównych ról. Od niemal samego początku wojny Sowieci dostarczali na Półwysep Iberyjski gigantyczne ilości uzbrojenia: w sumie 800 samolotów, 340 czołgów, 1,5 tys. armat oraz ponad 300 jednostek artylerii, obsługiwanych przez 2 tys. żołnierzy ZSRS, wspierających armię ówczesnego rządu Hiszpanii. Za gotowość pod bronią Moskwa otrzymała 1,5 mld peset płatnych w złocie, które 26 października 1936 r. popłynęło statkiem do Odessy. Historycy nie mieli wątpliwości, że tamten konflikt posłużył Sowietom (jak i w mniejszym stopniu Niemcom) do przetestowania własnego uzbrojenia na cudzej ziemi przed nieuchronnie zbliżającą się II wojną światową. Ponad 70 lat później scenariusz powtórzył się w Syrii. Z tą jednak różnicą, że to Rosja przyjęła na siebie obowiązek finansowania własnej armii w Damaszku, co jedynie potwierdza fakt, jak strategicznym obszarem dla Kremla jest Bliski Wschód. 
Zasłona dymna Putina
30 września br. minął dokładnie rok od oficjalnego rozpoczęcia przez Rosję działań zbrojnych na terenie Syrii. Od samego początku wiele krajów NATO i międzynarodowe organizacje alarmują, że armii Władimira Putina nie chodzi o zażegnanie trwającej od 2011 r. wojny w Syrii ani tym bardziej o zwalczenie terrorystów, powiązanych głównie z tzw. Państwem Islamskim. – Przede wszystkim Rosja chce przerwać ustalenia wynikające z rozpadu Związku Sowieckiego i pokazać się jako nowa i...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: