Zabrali, bo zgubił się w drodze do szkolnej toalety

Niektórzy z nich tracą dziesiątki tysięcy euro, by odzyskać swoje potomstwo. Zdarzają się tacy, którzy nie wytrzymują i odbierają sobie życie. Jeszcze inni porywają swoje dzieci do Polski, ukrywają się i grają na czas. – To nie są rodziny patologiczne. Jugendamty odbierały dzieci, bo te były smutne. Lub nadaktywne. Albo mówiono do nich po polsku. Albo dziecko w nowej szkole nie umiało trafić do toalety. Jest zagubione, więc to także powód, żeby je zabrać – wylicza Wojciech Pomorski, prezes fundacji Polskie Stowarzyszenie Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech. Sam widział własne dzieci ostatni raz sześć lat temu

Historia małej Lenki, którą niemiecki Jugendamt, czyli tamtejszy urząd ds. dzieci i młodzieży, odebrał mamie trzy dni po urodzeniu, wstrząsnęła mediami i polską opinią publiczną. Chociaż na razie sprawa znalazła szczęśliwy finał – i dziecko zostało oddane pani Ewie – to rodzina obawia się, że urzędnicy nadal będą starali się robić wszystko, aby jeszcze raz spróbować zabrać Polce córeczkę. Dlatego rodzina nie wyklucza, że z tego właśnie powodu opuści Niemcy i wróci do Polski. – Widzieliśmy, jak wobec Ewy postępowali urzędnicy Jugendamtu, jak próbowali preparować fakty, aby na siłę udowodnić tezę, że rodzina mojej siostry jest przypadkiem patologicznym – powiedział „Gazecie Polskiej” Zbigniew Szmajda, brat pani Ewy. Ze Zbigniewem Szmajdą kontaktowali się również inni pokrzywdzeni przez Jugendamt rodzice i zwracali uwagę na takie niebezpieczeństwo.
Z obserwacji Waldemara Maszewskiego, niemieckiego korespondenta „Gazety Polskiej”, wynika, że urzędnicy Jugendamtu jeżeli postanowią, iż odbiorą dziecko, to najczęściej po prostu tak się dzieje. W sytuacjach, w których sąd nakazywał wstrzymać na jakiś czas wykonanie niekorzystnej dla rodziny decyzji, zalecając okresowe wizyty pracowników socjalnych czy psychologów u „podejrzanej” familii, najczęściej okazywało się, że jednak Jugendamt miał rację: rodzina sobie nie...

[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: