Ciemna gwiazda Davida Bowiego

Filip Rdesiński \ Co dzieje się w kulturze

Śmierć Davida Bowiego była sporym zaskoczeniem dla fanów jego twórczości. Szczególnie że przyszła dwa dni po wydaniu nowego albumu w jego karierze. Nie mniejszym zaskoczeniem jest też to, co na swoim pożegnalnym krążku umieścił artysta David Bowie stworzył nie lada problem krytykom swojej ostatniej płyty. Bo jak tu ją poddać uczciwej krytyce, gdy artysta umiera niespodziewanie dwa dni po jej premierze? Warto jednak spróbować, bo przecież Bowie nie miałby nic przeciwko temu. Sam bowiem przez całe artystyczne życie łamał zasady, konwenanse i mody. Walczył też o oryginalność, szukał nowych środków wyrazu. Był samotnym rewolucjonistą, poszukującym sensu, prawdy, prawdziwej wolności. „Blackstar” jest taki sam jak David Bowie. To płyta niejednoznaczna, trudno uchwytna, skomplikowana i mocno chaotyczna. Zawiera tylko siedem utworów, co w zasadzie sprawia, że gdyby nie pierwszy, blisko dziesięciominutowy hymn tytułowy, to mielibyśmy do czynienia z dużą EP-ką. Trudno go
     
22%
pozostało do przeczytania: 78%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze