Kto wyłowi terrorystów?

Dlaczego w polskich służbach specjalnych na bardzo wysokich stanowiskach pracują ludzie, którzy np. przed wyborami walczyli ze sobą za pomocą przecieków do gazet, jak w przypadku opisanej przez „GP” sprawy „Igła”? Szokujące są także zeznania złożone przez byłego funkcjonariusza ABW, który w procesie Wojciecha Sumlińskiego stwierdził, że był namawiany przez zastępcę szefa Agencji do prowokacji wobec Komisji Weryfikacyjnej. Proponuję refleksję nad przyczyną takiego stanu rzeczy

Diagnozę wypada zacząć od genezy całego systemu bezpieczeństwa III RP. Nie było przypadku w tym, że w gronie jego głównych architektów byli ludzie Czesława Kiszczaka. Dla odchodzących od władzy, namaszczonych przez Związek Sowiecki komunistów konieczne było zagwarantowanie permanentnego paraliżu polskiego systemu bezpieczeństwa. Dlatego przepisy zawarte w pierwszych ustawach, poddawanych potem systematycznym nowelizacjom, doprowadziły do pogłębiającej się patologizacji służb, które obecnie całkowicie straciły propaństwowe działanie.
Sowiecki zrąb systemu
Mało kto wie, że był taki moment już po 1990 r., gdy w polskim kontrwywiadzie szefami wszystkich najważniejszych struktur byli ludzie przeszkoleni jeszcze przez sowieckich towarzyszy. Czy marzyli o nowych służbach specjalnych? Wątpliwe, raczej wzdychali z nostalgią za „jedynie słuszną epoką”. Czy chcieli głębokich zmian kadrowych? Nie, otwierali ścieżki awansowe dla osób, które im nie zagrożą, które nie stworzą nowych służb. Osób, które prędzej doprowadzą się do ruiny moralnej, niż cokolwiek zmienią w systemie. Wiedzieli, że każda struktura organizacyjna opiera się na jakości kadry.
Do czego może doprowadzić postawienie na ważnych stanowiskach w służbach ludzi słabo przygotowanych? Można to dobrze zobrazować, analizując moment naszego wejścia do NATO i wprowadzenie związanych z tym nowych przepisów dotyczących dostępu do tajemnicy państwowej. Ich stosowanie powierzono funkcjonariuszom, którzy...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: