Afganistan Putina

Prezydent Rosji podjął ogromne ryzyko, decydując się na otwartą wojskową operację w Syrii. Krótkotrwałe zyski taktyczne, głównie wizerunkowe, mogą zmienić się w wielką strategiczną klęskę Władimira Putina. Zostawił on na chwilę Ukrainę, gdzie szło mu jak po grudzie, na rzecz „małej zwycięskiej wojenki” w Syrii. Ale żeby była „zwycięska”, najpierw Zachód musiałby się nabrać na rosyjski blef

Najpierw było konfrontacyjne przemówienie, w którym o wszystko co złe na świecie obwinił Amerykę. Potem spotkanie z przywódcą tego „imperium zła”. Zaraz po rozmowie z Barackiem Obamą Putin wyleciał z Nowego Jorku. Tuż po przylocie do Moskwy zebrał Radę Bezpieczeństwa FR. Nazajutrz rano Rada Federacji jednogłośnie zaakceptowała jego wniosek o zgodę na użycie wojsk rosyjskich poza granicami kraju. Wszystko za zamkniętymi drzwiami, w ekspresowe 15 minut. Po kilku następnych godzinach rosyjskie samoloty już bombardowały pozycje przeciwników Baszara el-Asada. I nie byli to dżihadyści z Państwa Islamskiego.
Oszczędzają Państwo Islamskie
Operację prowadzi mieszana grupa lotnicza w sile pułku, stacjonująca w nowo zbudowanej bazie koło Latakii. W sumie to ponad 50 samolotów i helikopterów. Bazę ochrania wzmocniona taktyczna grupa batalionowa piechoty morskiej. Jak twierdzi Ministerstwo Obrony Rosji, informacje o celach, które należy zbombardować, podaje sztab syryjski. Następnie wywiad lotniczy Rosjan dokonuje jedynie taktycznej oceny celu przed atakiem. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przyznał, że lotnictwo „atakuje kilka frakcji rebelianckich”, wybranych w koordynacji z siłami syryjskimi. Nie sprecyzował jednak jakie. Wiadomo za to, że są to w przytłaczającej większości „inne grupy” niż IS. Niektóre są wspierane przez Stany Zjednoczone, jak np. powiązana z Wolną Armią Syryjską Liwa Sukur al-Dżabal, której obóz szkoleniowy koło Maarrat an-Numan w prowincji Idlib został zbombardowany przez Rosjan. Jak powiedział w sobotę dziennikowi „The Sun”...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: