Ratuj Maluchy

Dodano: 15/09/2015 - Nr 37 z 16 września 2015

W obronie sześciolatków \ Rodzicielska rewolucja

Nasz protest trwał od dwóch i pół roku i przez cały ten czas premier nie znalazł nawet pięciu minut na spotkanie. Tak było i teraz, mimo że kampania wyborcza opierała się na pomyśle osobistych spotkań lidera PO z ludźmi. Skoro góra nie chciała przyjść do Mahometa, to Mahomet musiał przyjść do góry Spróbowaliśmy złapać premiera na pętli Tuskobusu, pod kancelarią w Alejach Ujazdowskich, skąd ruszał na objazdy po kraju. Była bardzo ciepła, październikowa sobota. Dzieci puszczały bańki mydlane i rysowały kredą na chodniku. Było zupełnie niekonfrontacyjnie, spokojnie, wręcz sielsko. Niektórzy rodzice przyjechali naprawdę z daleka, tak jak Krysia Bula z Rudy Śląskiej i Ela Ilnicka, koordynatorka akcji zbierania podpisów, z Katowic. Ale premier nie chciał z nami rozmawiać. Odjechał spod kancelarii dosłownie kilkanaście minut przed rozpoczęciem naszego happeningu. Nie miał jednak szczęścia, bo wśród żegnających go dziennikarzy była matka dziecka zagrożonego reformą,
     
21%
pozostało do przeczytania: 79%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze