Totalna wojna w PKP




10 września rozstrzygnie się, czy w Polsce staną pociągi. Kolejarze zdecydują o tym w referendum. Tymczasem władze PKP już ogłosiły, że strajk będzie nielegalny. – Uczestnicy referendum są zastraszani zwolnieniem z pracy. A ja obawiam się o swoje życie – mówi dramatycznie Barbara Miszczuk, szefowa Solidarności w PKP SA. Jak opowiada, w firmie bezprawnie czytano jej korespondencję, spółka odmawiała też związkowcom dostępu do informacji publicznej

– Jesteśmy poniżani, upadlani, traktowani jak śmieci – mówi Barbara Miszczuk, przewodnicząca Sekcji Zawodowej NSZZ „Solidarność” pracowników PKP SA. Jak stwierdza, zdecydowała się porozmawiać z „Gazetą Polską”, bo nie ma nic do stracenia, gdyż szykany wobec niej przekroczyły wszelkie granice.
„Bankomaty” kontra pracownicy
Gorycz i wściekłość pracowników kolei narastała przez lata. Rządy PO–PSL przekazały władzę nad PKP ludziom z sektora bankowego, nazywanym przez kolejarzy „bankomatami”. Typowy „bankomat” to w oczach związkowców garniturowiec o niewielkiej wiedzy o pociągach, natomiast pełen poczucia wyższości nad zwykłymi pracownikami z kilkudziesięcioletnim często stażem. „Bankomat”, sam zarabiając krocie, uważa ich za obciążenie dla firmy i relikt dawnych czasów, który należy poddać wszechobecnej kontroli.
Z kolei zarzuty zwykłych pracowników wobec „bankomatów” to wprowadzanie do państwowych, kolejowych spółek wielkiej liczby „dojących” je firm zewnętrznych. Nowi ludzie z politycznego rozdania zatrudniani są, ich zdaniem, na bardzo dobrych warunkach, a zwykli pracownicy biedują.
Referendum strajkowe w spółce PKP SA rozpoczęło się 17 sierpnia i potrwa do 10 września, jednak ważną wskazówką co do nastrojów kolejarzy mogą być wyniki podobnego referendum w innej spółce kolejowej – PKP CARGO SA. Pracownicy biorący w nim udział w 96 proc. opowiedzieli się za strajkiem.
Jesienny strajk w PKP mógłby być dla rządu szczególnie niewygodny ze względu na...
[pozostało do przeczytania 88% tekstu]
Dostęp do artykułów: