Ciemna strona in vitro

W 2010 r. tysiąc polskich pracowników służby zdrowia skierowało do parlamentarzystów apel w spawie procedury in vitro i naprotechnologii, pisząc w nim o tym, że metoda in vitro nie może być akceptowana, jeśli poważnie traktuje się i respektuje przysięgę Hipokratesa, która obliguje lekarzy do służeniu życiu i zdrowiu każdego człowieka od chwili jego poczęcia. In vitro ochronie życia nie służy (...). Apelujący przeciwstawili tej metodzie alternatywną metodę rzeczywistego leczenia niepłodności – naprotechnologię.

Jest ona od wielu lat stosowana z powodzeniem choćby w USA i Irlandii, a jej skuteczność ocenia się jako 2–3 razy większą od procedury in vitro. Niestety, naprotechnologii się nie nagłaśnia, chyba że stawia się ją w złym świetle, nie mówi się o jej sukcesach. A przecież powstała niedawno w Poznaniu klinika naprotechnologii może się nimi cieszyć. W pierwszym roku działalności 47 z leczonych w niej 141 małżeństw spodziewa się dziecka. To obiecujący wynik. Kiedy jednak do lokalnej telewizji zgłosiła się grupa osób chcąca propagować tę metodę, spotkała się z odmową – żaden materiał o klinice nie powstał.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że chodzi tu o pieniądze. I to niemałe. Biznes in vitro jest bardzo dochodowy, kliniki na problemie z poczęciem dziecka zarabiają krocie. Jak wielkie są to sumy, piszą kobiety, które poddały się temu zabiegowi. Wystarczy zajrzeć na forum, na którym dzielą się doświadczeniami. Jedna z forumowiczek zastanawia się, czy mając 7 tys. zł, ma z czym startować. Druga odpowiada jej, że to mało, że „tak jak dziewczyny pisały, około 10 tysięcy mieć musisz, bo same badania i leki u nas to było około 2–3 tys., a sama procedura kosztuje około 7 tys. zł”. (...)
Zabiegi in vitro to często dla kobiety przeżycie bardzo traumatyczne. (...) Oto doświadczenie jednej z nich: „Ja miałam jedno podejście in vitro. Niestety bezowocne. Staram się o dziecko 3 lata i nie mam już siły na kolejne próby ani tym bardziej in...
[pozostało do przeczytania 27% tekstu]
Dostęp do artykułów: