Zakazane półuśmieszki pięknego amanta

Dodano: 06/05/2015 - Nr 18 z 6 maja 2015

Z wizytą w „Nowym Państwie” \ Sylwetka niebanalna

Był jednym z najpopularniejszych amantów przedwojennego kina, którego panienki zasypywały setkami listów miłosnych i wierszy. Kapitan Aleksander Żabczyński, ranny pod Monte Cassino, odznaczony został pięcioma orderami. Jak wynika z akt IPN, komuniści odpłacili mu za to, osaczając go donosicielami jako podejrzanego o szpiegostwo na rzecz Ameryki. Śpiewał  niezapomniane do dziś przeboje: „Już nie zapomnisz mnie”, „Nie kochać w taką noc to grzech” czy „Jesienne róże”. O miano najbardziej popularnego amanta polskiego kina rywalizował z Eugeniuszem Bodo. Ale jako gwiazdor opuszczał często plan filmowy, by uczestniczyć w wojskowych ćwiczeniach, bo był też oficerem. Umiejętności aktorskie przydały się Żabczyńskiemu jako wojskowemu w największym chyba stopniu, gdy po wrześniu 1939 r. znalazł się w obozie jenieckim dla polskich żołnierzy na Węgrzech. Został jego komendantem i nawiązał dobre kontakty z węgierskimi bratankami, którzy ze względu na wojenne układy musieli naszych żołnierzy
     
45%
pozostało do przeczytania: 55%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze