Apolityczni prezydenci, czyli bastion patologii

Dodano: 15/10/2014 - Nr 42 z 15 października 2014

Wybory samorządowe \ Rządzą nawet z aresztu

Kazik Staszewski połączył niegdyś legendarne hasło „Nie ma wolności bez Solidarności” z „Nie ma nowych mostów bez łapówek dla starostów”. Samorządy wielkich miast to największa porażka transformacji po 1989 r. Ich prezydenci są bezkarni, mając za sobą oligarchów i siedzące w ich kieszeni lokalne media. Czy najbliższe wybory coś tu zmienią? Szanse odbicia przez PiS m.in. Łodzi i Krakowa są realne Walka o prezydenturę w wielkich miastach to najtrudniejsze zadanie dla obozu niepodległościowego. Tymczasem część jego zwolenników na zapas ogłasza, że i tak nie ma szans, więc szkoda na to energii. Nie biorą pod uwagę, że jeśli nawet w 2015 r. PiS wraz z koalicjantami wygra wybory parlamentarne oraz prezydenckie, samorządy wielkich miast staną się ostatnim bastionem „ubekistanu” w Polsce, który może przesądzić o tym, że zmiany na szczeblu centralnym znów się nie udadzą. To z miejskich kas popłyną wówczas szerokim strumieniem pieniądze do postkomunistycznych mediów, które
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze