Schrony, tunele i jacuzzi w bunkrze

Bezpieczny jak Szwajcar
W lutym bieżącego roku szwajcarskie władze, jak co roku, przeprowadziły testy swoich syren alarmowych. Wynik – 98 proc. tych urządzeń działa bez zarzutu. Szwajcarzy mają ogółem 7,8 tys. syren alarmowych, w tym 5 tys. stacjonarnych i 2,8 tys. mobilnych, ale to nie urządzenia alarmujące, lecz schrony atomowe są jednym ze znaków firmowych Szwajcarii, państwa ceniącego sobie bezpieczeństwo w każdej dziedzinie życia. Większość domów budowanych tu na początku lat 60. zostało wyposażonych w schrony, regulowało to prawo nakazujące „zapewnienie bezpieczeństwa ludności cywilnej”, które weszło w życie 4 października 1963 r.
W czasach zimnej wojny Szwajcarom przyświecało motto „Neutralność nie chroni nas przed radioaktywnością”. Prawdziwy boom na budowanie schronów atomowych przypadł na lata 70. Dziś, pół wieku od ustanowienia wspomnianego prawa, Szwajcaria jest uznawana za lidera w kwestiach bezpieczeństwa. Na terenie kraju istnieje ok. 300 tys. schronów w domach prywatnych, szpitalach, instytucjach oraz 5,1 tys. wielkopowierzchniowych schronów publicznych z miejscem dla 8,6 mln osób. Populacja Szwajcarii wynosi 8,081 mln, więc miejsc w schronach jest więcej, niż potrzeba (te dostępne pokrywają zapotrzebowanie Szwajcarów w 114 proc.).

Superbunkier w Alpach
Kwestie budowy, wyposażenia i dbania o schrony regulują szczegółowe przepisy. Każda rodzina (a nie tylko władze kantonów) ponosi odpowiedzialność za bezpieczeństwo swojego domu. W tej kwestii panuje tu dyscyplina i powaga. Gospodarstwa domowe przeznaczają średnio 20 proc. swojego budżetu na różnego rodzaju zabezpieczenia. Na co dzień schrony służą Szwajcarom za spiżarnie, wózkownie, pracownie, ale są zawsze perfekcyjnie przygotowane na wypadek ewentualnego ataku nuklearnego, konwencjonalnego czy katastrofy naturalnej. Pomieszczenia za betonowymi drzwiami są regularnie kontrolowane przez odpowiednie władze, które sprawdzają nie tylko, czy...
[pozostało do przeczytania 56% tekstu]
Dostęp do artykułów: