Zachód z cieniem Wschodu

Wielkim nieporozumieniem są wypowiedzi polskich polityków, że NATO nas obroni, a my możemy zająć się cieszeniem naszą wolnością. W NATO bezpieczeństwo nie opiera się na cudzych siłach, ale na współdziałaniu. Żeby współdziałać w obronie, trzeba mieć możliwości obronne. Gdyby w Polsce było kilkadziesiąt tysięcy dobrze wyszkolonych żołnierzy, gdybyśmy mieli sprawne wszystkie czołgi i samoloty bojowe, a na wyposażeniu mielibyśmy nowoczesne systemy przeciwpancerne i przeciwrakietowe, to na każdym szczycie NATO polscy politycy byliby witani tak, jak wita się dobrze wyposażonego i zdolnego do obrony sojusznika

Szczyt NATO, który odbył się 4 i 5 września w Newport, wywołał falę krytyki, nakierowanej głównie na polityków zachodnioeuropejskich. Rządowe media w Polsce musiały wykonać PR-owski szpagat, gdyż z jednej strony, zgodnie z wieloletnią tradycją, skrytykowały NATO, a z drugiej ogłosiły sukces polskiej delegacji. Uważna lektura oficjalnych dokumentów podpisanych na szczycie w Walii przedstawia jednak inną rzeczywistość. Co prawda politycy zachodni – zgodnie z obyczajem dyplomatycznym – owinęli rzeczywistość europejską w grubą warstwę bawełny, ale jednak uchwalili podwaliny pod nowe mechanizmy wspólnej obrony, natomiast głos naszej delegacji jeżeli był słyszany, to w głębi korytarzy. 
Romantyzm nadwiślański
Spojrzenie na świat dyplomacji Zachodu z perspektywy romantycznej, zwłaszcza romantyzmu nadwiślańskiego, nie przynosi dobrych efektów. Wyobraźnia polskiego obywatela ukształtowana jest raczej na standardach szlacheckich, co więcej, nakreślonych przez pióro Henryka Sienkiewicza, a nie według wzorca, którym dla Zachodu jest książę Benewentu, Charles Maurice de Talleyrand-Périgord. Nic więc dziwnego, że bardzo łatwo jest wprowadzić polskiego obserwatora zachodnich gier politycznych w rozżalenie, niepewność, a czasem nawet w przerażenie. Przebijające w większości komentarzy stwierdzenie, że „Zachód zawsze nas sprzeda”, trafia na...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: