Ostatnie kuszenie proboszcza

Trudno czynić zarzut prorządowym mediom, że wykorzystują każdą okazję, w której mogą zaszkodzić opozycji czy polskiemu Kościołowi. One tak już mają!

Ich charakter nie ulegnie zamianie bez spełnienia trzech podstawowych warunków – ponownego spluralizowania mediów publicznych, dogłębnej lustracji dziennikarzy i ich mocodawców, a także bezwzględnego nowego procesu koncesyjnego dla wszystkich, gdzie Trwam czy Republika będą miały takie same szanse na miejsce w eterze jak komercyjne kolosy. Oczywiście nie stanie się to bez znaczącego zwycięstwa obozu patriotycznego w wyborach parlamentarnych. Na to przyjdzie pewnie jeszcze trochę poczekać, zatem na razie chciałbym zająć się inną kwestią: dlaczego tak łatwo przychodzi mainstreamowcom znajdować użyteczne narzędzia do swojej kampanii? Zwłaszcza w szeregach duchownych! Co powoduje, że ksiądz czy zakonnik decyduje się nadwerężyć swoje śluby, pogwałcić zasadę posłuszeństwa? Co gorsza, gdy już zaczyna brnąć, przeważnie nie może się opamiętać, nie jest w stanie wyhamować, równia pochyła, na której się znalazł, okazuje się zjeżdżalnią wynoszącą go poza instytucjonalny Kościół, a niekiedy również poza wspólnotę ludzi wierzących.
Mam wrażenie, że ksiądz Lemański po gościnnych występach na Przystanku Woodstock płynie już taką „rzeką bez powrotu”.
We wcześniejszych czasach służba bezpieczeństwa polująca na duchownych miała trzy przynęty – „korek, worek i rozporek” (czyli alkohol, pieniądze i seks), obecnie doszły dwa kolejne elementy – mikrofon i ekran.
Okazuje się, że diabeł najczęściej dziś przybiera postać długonogiej dziennikarki lub elokwentnego młodzieńca, który gotów jest podetkać „sitko” każdemu kontestującemu linię znienawidzonej przez władze instytucji.
„Parcie na szkło” okazuje się wielokrotnie silniejsze niż parcie na pęcherz w reklamach środków na prostatę. Popularność jest bowiem afrodyzjakiem uzależniającym zarówno dostojnych starców, jak i ledwie opierzonych...
[pozostało do przeczytania 28% tekstu]
Dostęp do artykułów: