Oligarchowie bez biografii

Napady, strzelaniny, przemyt biżuterii, handel walutą, sutenerstwo – tak w PRL-u rodziły się fortuny polskich biznesmenów, brylujących później w świecie polityki i mediów. A wszystko pod pełną kontrolą komunistycznej bezpieki. Gdy Roman Giertych sugeruje, że polscy oligarchowie są gotowi zapłacić setki tysięcy złotych, by nie pisano o nich książek, ma rację: korzenie biznesu to największe tabu III RP

– Pochodzenie kapitału, genealogia rodzinna, powiązania ze światem tajnych służb w przeszłości i obecnie, to wszystko jest dziś skrzętnie skrywane i powoduje u wielu strach – mówi prof. Sławomir Cenckiewicz, jeden z nielicznych historyków zajmujących się początkami polskich fortun.
Rakowiecka, czyli mekka polskiego kapitalizmu
Skąd ten strach? Inny znany naukowiec, profesor nadzwyczajny, badacz dziejów najnowszych, pytany, dlaczego niemal nie ma naukowych publikacji na ten temat, odpowiada z rozbrajającą szczerością: – W polskiej nauce dominuje pogląd, iż tematyki początków biznesu lepiej nie badać, bo można utonąć w rzece z kamieniami u nóg.
I prosi o niewymienianie swojego nazwiska. Kogo boją się badacze? Cenckiewicz nie ma wątpliwości: – Geneza polskiego kapitalizmu tkwi w dużej mierze na ul. Rakowieckiej i w al. Niepodległości w Warszawie. To symboliczne miejsca – siedziby cywilnych i wojskowych tajnych służb, które stały się dźwignią dla budowy kapitału wielu osób.
Prof. Jadwiga Staniszkis uważa, że można wskazać, które lata są najważniejszą białą plamą w życiorysach wielu gentlemanów brylujących dziś na salonach: – Decyzja o zmianie ustroju zapadła w Moskwie w 1984 r. Lata 1984–1989 to był czas budowania sobie przez ludzi komunistycznych służb uprzywilejowanej pozycji w nowym systemie. Uwłaszczania się oraz niszczenia dokumentów i zacierania śladów.
Stan wojenny, czyli rozkręcamy interesy
Próbując odkopać owe ślady, cofnijmy się jeszcze kilka lat wcześniej, do pierwszych dni stanu wojennego. Gdy po...
[pozostało do przeczytania 84% tekstu]
Dostęp do artykułów: