20 kwietnia 2011

Żałosne

„Gdyby się zdarzyło, że któryś z istotnych dokumentów, o które prosiliśmy stronę rosyjską, zostanie nam przesłany…”. To minister Miller. „Gdyby się zdarzyło”. Te żałosne wasalne słowa to efekt decyzji Tuska po katastrofie. To skutek „ocieplania” stosunków z moskiewskim reżimem. Komorowski też mówił w Rosji, że „spodziewa się”, „oczekuje”, „liczy” na różne kroki tamtejszych władz. Oczywiście, żadne „żądanie” czy „domaganie się” nie wchodziło w grę. Musimy znać swoje miejsce.

Po rosyjsku

Nie można raz jeszcze nie wspomnieć o organie Agory. Przechodzi sam siebie. Kultywując pomysł anty-Katynia Gorbaczowa, zrównuje, stawia obok siebie propagandowe kłamstwo sowieckie na temat jeńców wojny z 1920 r. z ludobójstwem katyńskim. Zadziwia, że „Gazeta Wyborcza” nie ukazuje się w mutacji rosyjskiej. Jeden z pojętnych uczniów Michnika, Wacław Radziwonowicz, na marginesie rosyjskiego podmienienia tablic smoleńskich gani jednak lekko naszego sprzymierzeńca: „[Rosjanie] szanując nasz ból i żałobę, okazali się zbyt taktowni”. Zbyt taktowni wobec nas. Spec organu od spraw rosyjskich M. Wojciechowski, reprezentujący polską opinię w tekstach dla agencji Nowosti i innych rosyjskich mediów, pisze: „To zwykły błąd, dyplomatyczna niedoróbka, tchórzostwo, lenistwo, niedbalstwo... Po raz kolejny w relacjach polsko-rosyjskich wszyscy chcieli dobrze, a wyszło jak zwykle (...). Tak samo jak z lądowaniem na siłę we mgle”. Przypominam, że „Gazeta Wyborcza” jest dziennikiem polskim. Natomiast tak zwięźle napisałem o wyczynie Radziwonowicza, bo po prostu brak odpowiednich słów. A tłumaczenie, że „lądowanie na siłę” i „próba podejścia do ew. lądowania” to całkiem inne rzeczy, jest bezcelowe – przypominałoby walenie głową w mur. Taką mamy największą gazetę w Polsce. W telewizjach „głosem polskim” jest tow. Ciosek, a bogato są tam reprezentowani odpowiedni politolodzy rosyjscy. Niewątpliwie dokonał się dalszy krok na drodze...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: