11 września 2013

Dodano: 10/09/2013

Szczególnie bolesną prawdę przy okazji wyborów na Podkarpaciu poznali działacze Solidarnej Polski: Pupa to nazwisko sześć razy lepsze niż Ziobro. Dziwna prawidłowość biologiczna: gdy tylko do władzy dochodzi PO, przywódcom związkowym masowo rosną brzuchy. Okazuje się, że są najbogatszymi ludźmi w kraju, co do których – uwaga, koledzy dziennikarze, to instrukcja – wskazane jest używanie takich określeń jak „boss”, „żyje jak minister”, „kopalniany władca”, „trzęsie”, „imperium”, „limuzyny”. Odwrotnie, gdy do władzy dochodzi PiS. Wtedy rozpoczyna się rozpaczliwe poszukiwanie szlachetnych obrońców ludzi pracy, którzy zechcieliby zacząć krzyczeć, że Kaczyński ma ich gdzieś. Gdy się taki znajdzie, od razu widać po nim, że chudy, i to nie dzięki chodzeniu na fitness, a z biedy. Należy używać wobec niego określeń takich jak (zapamiętać!) „charyzmatyczny lider”, „ludzie mają dość”, „głód” , „samoorganizacja”, „społeczeństwo obywatelskie”. Za rządów PiS po dziesiątkach nieudanych prób wywołania
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze