Taki dziwny wybuch

Prokuratura wciąż nie zgadza się na dopuszczenie ekspertów rodzin do badania  próbek. To swoją drogą ciekawe. Rosjanie mogą wiedzieć wszystko, a rodziny ofiar wciąż są traktowane jako czynnik zagrażający śledztwu. Nie mogą wskazać swojego eksperta, nie mogą otrzymać protokołu z badań wraku, nie mogą otrzymać kopii materiałów śledztwa – mówi Antoni Macierewicz, szef zespołu parlamentarnego ds. zbadania katastrofy smoleńskiej, w rozmowie z Anitą Gargas.
 
Prokuratorzy przywieźli ze Smoleńska próbki pobrane z foteli i wskazujące na obecność tam śladów materiałów wybuchowych. Co więcej, Rosjanie zgodzili się, by przewieźć te próbki natychmiast do Polski, bez przetrzymywania ich w moskiewskiej prokuraturze. O czym to świadczy?
 
Przede wszystkim o dużym zaufaniu Rosjan do prokuratora ppłk. Karola Kopczyka prowadzącego śledztwo i ogólnie do prokuratury wojskowej. To zaufanie jest w pełni uzasadnione. Prokuratura wojskowa z dużym samozaparciem od ośmiu miesięcy stara się rozładować kryzys wynikający z ujawnienia materiałów wybuchowych na wraku Tu-154M.
 
Czy ponowne wykrycie trotylu na fotelach samolotu nie jest krokiem naprzód w śledztwie smoleńskim?
 
Z pewnością. Tyle że więcej w tej sprawie niewiadomych niż pewnych informacji. Przede wszystkim dalej nie wiemy, o jakie próbki chodzi. Prokuratura twierdzi, że jesienią zeszłego roku ze względu na warunki atmosferyczne i niską temperaturę nie było możliwości pobrania próbek z foteli. A to nie jest prawda. Świadek, którego relacja jest w dyspozycji zespołu parlamentarnego, opowiada, że próbki z foteli pobierano wówczas tak, że wkładano części foteli do plastikowych toreb, napełniano je ogrzanym powietrzem i badano spektrometrem powstające opary. Tak więc zimno nie mogło przeszkodzić, a próbki pobrano. Zresztą, prokuratura dokładnie wówczas relacjonowała, że zapakowano je w tzw. bezpieczne koperty, które nienaruszone po dwu miesiącach dotarły do...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: