W bluesowym podziemiu

Tymczasem dobre kapele, grające ambitną muzykę, od lat chowają się w podziemiu. Dotyczy to przede wszystkim muzyków bluesowych. Pośród nich znaleźć można prawdziwe perełki. Jedną z nich jest poznański zespół Trzy Plus, który stara się łączyć bluesa z ciężkim, rockowym graniem. Słuchając tej kapeli, trudno uwierzyć, że tworzą ją młodzi studenci. Brzmienie, które nam oferują, przypomina bowiem najlepsze klimaty rocka lat 80. – Wywodzimy się z bluesa, ale dostrzegamy, że jest to gatunek zamierający. Chcemy przywrócić go do życia, przełamując innymi nurtami muzycznymi – tłumaczy Teodor Cyrulik, gitarzysta, a zarazem wokalista grupy. Cyrulik przyznaje, że jego idolami są ZZ Top, Steve Ray Vaughan, Eric Clapton i John Mayer. – Ja z kolei czuję przede wszystkim funk – mówi Marek Skibicki, perkusista. – Nasz basista Bartek Andrzejewski to z kolei miłośnik ostrego rocka. Każdego z nas pociąga co innego i w tym jest nasza siła. Mamy różne wrażliwości, często kłócimy się o to, jakie brzmienie powinien mieć konkretny utwór, ale zawsze jest to twórcze – dodaje Skibicki. Oprócz Cyrulika, Skibickiego i Andrzejewskiego, którzy tworzą twarde jądro grupy, w składzie jest też saksofonista i klawiszowiec Grzegorz Kruszona. Trzy Plus w dobie wszechobecnej elektroniki idzie w surowe, naturalne brzmienia. Uwodzi ciekawymi balladami i szybkimi, rockowo-bluesowymi kawałkami. Proponuje różnorodny repertuar, który sprawia, że niełatwo jest zmęczyć się ich muzyką. Trudno dziś orzec, czy młodzi bluesmani osiągną kiedyś taką popularność jak Józef Skrzek, Leszek Cichoński czy muzycy grupy „Dżem”. Jedno jest pewne – mają talent, determinację i siłę przebicia.
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: