Świadectwo - U bram nieba i piekła

Piorun z nieba To był deszczowy dzień, z nieba lały się strugi wody, tworząc rozległe kałuże. Mimo tej niesprzyjającej aury musiałam się udać po książki z odontologii, które były mi pilnie potrzebne. Towarzyszył mi mąż i siostrzeniec. Gdy tak w strugach deszczu podążaliśmy do celu, nagle uderzył w nas piorun. Siostrzeniec zginał na miejscu, mój mąż odniósł niewielkie obrażenia – był najdalej z nas od miejsca uderzenia. We mnie natomiast w jednej chwili ustało bicie serca, piorun spalił moje organy wewnętrzne: wątrobę, nerki, płuca, jajniki, co potwierdzili później lekarze. Moje ciało zostało zwęglone, zwłaszcza piersi, nogi i ramiona. Zanim jednak to się stało, w ułamku sekundy przeżyłam coś wspaniałego – doświadczyłam niewysłowionej miłości Boga. Prąd wciąż rzucał moim ciałem, podskakiwałam jak gumowa piłka, ale wewnątrz przepełniały mnie niewyobrażalny pokój i szczęście. A potem poczułam, jak unoszę się w kierunku olbrzymiego światła. Słowa nie są w stanie oddać
     
9%
pozostało do przeczytania: 91%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze