Świadectwo - U bram nieba i piekła

Piorun z nieba

To był deszczowy dzień, z nieba lały się strugi wody, tworząc rozległe kałuże. Mimo tej niesprzyjającej aury musiałam się udać po książki z odontologii, które były mi pilnie potrzebne. Towarzyszył mi mąż i siostrzeniec.

Gdy tak w strugach deszczu podążaliśmy do celu, nagle uderzył w nas piorun. Siostrzeniec zginał na miejscu, mój mąż odniósł niewielkie obrażenia – był najdalej z nas od miejsca uderzenia. We mnie natomiast w jednej chwili ustało bicie serca, piorun spalił moje organy wewnętrzne: wątrobę, nerki, płuca, jajniki, co potwierdzili później lekarze. Moje ciało zostało zwęglone, zwłaszcza piersi, nogi i ramiona. Zanim jednak to się stało, w ułamku sekundy przeżyłam coś wspaniałego – doświadczyłam niewysłowionej miłości Boga. Prąd wciąż rzucał moim ciałem, podskakiwałam jak gumowa piłka, ale wewnątrz przepełniały mnie niewyobrażalny pokój i szczęście. A potem poczułam, jak unoszę się w kierunku olbrzymiego światła. Słowa nie są w stanie oddać tego, co wówczas czułam.

Dwa żywe drzewa przy wejściu

W pełni tak wielkiej miłości czułam się wolna od czasu i przestrzeni, przez moment widziałam całą ludzkość, ale nie oczyma fizycznymi kobiety, która wcześniej zauważała tylko rzeczy przyziemne. Odbierałam to tak, jakby Bóg użyczył mi własnych oczu. Nie tylko widziałam – także słyszałam tych ludzi wewnątrz siebie i czułam do nich wielką miłość – była niezmierzona, zdolna objąć wszystkich.

Hieronim Bosch, Wizje Sądu Ostatecznego (frg.)

W tym momencie zjednoczenia w miłości z Bogiem mnie nie słyszał nikt. Unosiłam się spokojnie w kierunku olbrzymiego światła, które było białe jak świecące słońce. Ze środka tego słońca wychodziły promienie – jakby ze światła, ognia albo wody. Znów ogarnęła mnie niewypowiedziana miłość, a właściwie została ona zintensyfikowana, i cała ludzkość, całe stworzenie zostało otoczone tym olbrzymim światłem...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: