Obywatel bezradny

Żyć się nie da

Utrapieniem małżeństwa jest sąsiedztwo firmy „Drobdex” prowadzonej przez Jana Drobnego. „Po prostu nie da się żyć w takich warunkach” – pisze umęczony człowiek w liście do „Gazety Polskiej”. Hałas nie do wytrzymania, praktycznie przez całą dobę. Samochody wyjeżdżają w nocy i o 6–7 rano. Piła do przecinania drewna cały dzień wyje jak w lesie na wyrębie.

Została zamontowana nielegalnie, bo 28 czerwca 2006 r. burmistrz Makowa Podhalańskiego wydał decyzję (nr gk 7624/4/06) o „środowiskowych uwarunkowaniach zgody na realizację przedsięwzięcia w miejscowości Kojszówka pn »budowa warsztatu stolarskiego« (bez procesu lakierowania)”. Drobiazgowo określono w niej warunki prowadzenia warsztatu. Przede wszystkim jego działanie nie powinno naruszać praw osób trzecich, a więc także prawa do ciszy nocnej. Projektowany zakład miał przetwarzać 100 m sześc. drewna miesięcznie, tymczasem przerabia 2 tys. m sześc. Praca maszyn miała się odbywać wyłącznie w pomieszczeniach, w godz. 6–22. Te postanowienia także zostały złamane.

Tartak, nietartak

Przed oddaniem zakładu do użytkowania nie zostały wykonane pomiary kontrolne rozprzestrzeniania się hałasu wokół planowanej inwestycji wzdłuż działek z nią graniczących, a nienależących do inwestora.

W decyzji zostało też wyraźnie zapisane, że trociny, wióry i pyły należy magazynować wewnątrz zakładu, tymczasem sypią się one bezpośrednio na plac wokół nielegalnego tartaku. Tartaku – bo przecież obrobione kłody drewniane widoczne na zdjęciach zrobionych przez Adama Szklanego trudno uznać za efekt produkcji warsztatu stolarskiego. W zakładzie, który miał być takim warsztatem, pracuje 20 osób – miało być zatrudnionych sześć. Wokół przedsiębiorstwa nie wykonano też pasa zimozielonej zieleni izolacyjnej. Miały to być tuje o wysokości co najmniej 1,5 m, tymczasem nasadzono modrzewie i świerki, które dziś nie stanowią odpowiedniej ochrony. Pan...
[pozostało do przeczytania 50% tekstu]
Dostęp do artykułów: