Na straży polskich granic. Korpus Ochrony Pogranicza 1924–1939

FOT. PICASA
FOT. PICASA

Historia [XX-lecie międzywojenne]

„Było ich trzydziestu sześciu. Mieli ze sobą, prócz rewolwerów, karabinów i granatów, jeszcze dwa lekkie karabiny maszynowe (…). Leżeli na łące, za krzakami wikliny, w pobliżu rzeczułki stanowiącej granicę (…). Nikt nie rozmawiał. Ciszę wieczoru przerywała nadlatująca z daleka piosenka żołnierzy polskiej straży granicznej: A nasz oddział wywiadowczy na placówce stoi,/ Na placówce stoi, na placówce stoi (…)/ I tak pisze do Trockiego, że się go nie boi,/ że się go nie boi (…). Siupaj-da”.

To ujęte w powieściową fabułę wspomnienia Sergiusza Piaseckiego, polskiego wywiadowcy zwalczającego na granicy polsko-sowieckiej bandy dywersyjne i szpiegów przenikających na terytorium Rzeczypospolitej. Choć od końca wojny mijały miesiące i lata, to wschodnia granica Polski wciąż stała w ogniu, wciąż ginęli polscy strażnicy, policjanci, urzędnicy i zwykli, pragnący żyć w spokoju obywatele. A potem powstał Korpus Ochrony Pogranicza.      

Rewolucja

     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze