Mój 13 grudnia

AK, UBB i bibuła

Gdy już byłem w stolicy Dolnego Śląska, gdzie studiowałem na I roku historii Uniwersytetu Wrocławskiego im. Bolesława Bieruta (sic!), okazało się, że w czasie pacyfikacji strajku na Politechnice Wrocławskiej zmarł pracownik tej uczelni Jan Kostecki. Prawdopodobnie był pierwszą cywilną ofiarą stanu wojennego. Jego grób odwiedzałem później wiele razy na cmentarzu parafii bodaj św. Wawrzyńca przy ul. Bujwida. Zaczęła się konspiracja. Robiliśmy dalej swoje, jak dziesiątki tysięcy Polaków w różnym wieku i różnych zawodów. Przydały się liczne lektury o konspiracji z czasów Polskiego Państwa Podziemnego. Czasy niby inne, okupant inny, ale ileż wspólnego…

Na moim UBB (Uniwersytet im. Brigitte Bardot – śmieliśmy się) konspirowali niemal wszyscy. Dyshonorem był brak sprzeciwu. Aktywna mniejszość takie wzorce narzucała większości. Czy miało się jakiekolwiek szanse u dziewczyny bez dyskretnego uroku konspiracji? Wolne żarty. Starsze – jak się wtedy nam wydawało – panie i panowie z AK, w wieku około sześćdziesiątki, byli żywymi wzorcami, jak „knuć”. Kursowałem na trasie Wrocław–Warszawa–Wrocław z bibułą. Ciekawe, że mimo upływu 80 lat podziemne gazetki nazywane były identycznie jak za czasów konspiratora Józefa Piłsudskiego, autora skądinąd broszury „Bibuła””. W stolicy odbierałem je m.in. od ks. Stanisława Małkowskiego z jego mieszkania na Saskiej Kępie. Dziś spotykamy się 10. każdego miesiąca na Krakowskim Przedmieściu.

W stanie wojennym młodzieńczy idealizm zderzał się coraz bardziej z podziałami w opozycji, a raczej próbą zdominowania całej Solidarności przez jedną opcję. Czasem określało się ją – niesłusznie – mianem KOR-owskiej. Niesłusznie, bo tacy ludzie jak Macierewicz, Naimski, Dorn, Gugulski, Doroszewska, Łączyński – to też był KOR, ba, od nich KOR się zaczął. Lepiej więc mówić w tym kontekście o lewicy laickiej. Część tej LL – zwłaszcza ta młoda – wydoroślała, zmądrzała, poczytała i dziś jest...
[pozostało do przeczytania 47% tekstu]
Dostęp do artykułów: