PO pożarła sama siebie

Felieton [Lubię dinozaury]

Polityka jako taka jest sceną wielu dwuznacznych, a czasem odpychających wygibasów moralnych, wolt ideowych czy rozmaitych gestów „poddaństwa”, jakie słabszy w rozgrywce okazuje silniejszemu. Niemniej czegoś tak jednocześnie odrażającego i zabawnego jak samokrytyka złożona publicznie przez Siemoniaka dawno nie było. 

Wpierw publicznie upokorzony przez Tuska, który stwierdził, że o losie Siemoniaka zadecydowała teściowa byłego premiera. Następnie zmuszony do napisania „listu”, w którym przeprasza za swoje zachowanie, obiecuje poprawę i wyraża ubolewanie nad samym sobą. Inicjatywa rodem z wieców partyjnych czasów stalinizmu. Kompromis i układy to jedno, ale nie oznaczają one publicznego robienia z siebie szmaty, gotowej na skinienie wodza wytrzeć każdy syf, jeszcze mu za to dziękując. Siemoniak staje się jeszcze bardziej żałosny, gdy zdamy sobie sprawę, za co tak go czołga Tusk. Za pójście na imprezę, gdzie wśród gości byli politycy PiS. Czemu Siemoniak

     
48%
pozostało do przeczytania: 52%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze