Podwodny kryzys dyplomatyczny. Francja wściekła na Bidena

FOT. OLIVER CONTRERAS / POOL
FOT. OLIVER CONTRERAS / POOL

ŚWIAT [Francja, USA, Australia, Chiny]

Sprzątnięcie sprzed nosa Francji kontraktu na dostarczenie łodzi podwodnych dla Australii wywołało nie tylko kryzys w stosunkach na linii Paryż–Waszyngton. Pokazało też różnice w podejściu USA i Europy Zachodniej do wyzwania chińskiego. 

„To nóż w plecy” – powiedział szef francuskiego MSZ, Jean-Yves Le Drian, w reakcji na decyzję rządu Australii o rezygnacji z francuskiej oferty na łodzie podwodne. Wściekłość Paryża była jednak wymierzona nie tylko w Canberrę. Ton i intensywność krytyki działań USA przez Francję jest porównywalny jedynie z tym, co działo się w roku 2003, gdy europejscy partnerzy z dezaprobatą patrzyli na decyzję Waszyngtonu o interwencji w Iraku. „Jestem dzisiaj bardzo zły i zgorzkniały. Tak nie postępują wobec siebie sojusznicy” – mówił Le Drian. „Ta brutalna, unilateralna i nieprzewidywalna decyzja bardzo przypomina mi to, co zwykł robić Donald Trump” – dodał, mając pewnie świadomość, że porównanie Bidena do jego przeciwnika jest jednym z najcięższych dział retorycznych, jakie w tej sytuacji można było wytoczyć. Pomimo tego, że najbardziej palące konsekwencje konfliktu na linii Paryż–Waszyngton udaje się już załagodzić na poziomie dyplomatycznym, pokazuje on jednak głębsze pęknięcie w relacjach transatlantyckich. Biden z sympatią może patrzeć na Unię Europejską, ideologicznie jest mu na pewno bliżej do brukselskich luminarzy, niż miało to miejsce w przypadku Donalda Trumpa. To jednak nie zmienia faktu, że dla USA w obecnej sytuacji najistotniejszy jest Pacyfik i wyzwanie ze strony Pekinu. To przesunięcie priorytetów coraz częściej będzie odbywało się kosztem Europy. 

AUKUS – sojusz na nowe czasy

Bomba została zrzucona 15 września. Na wspólnej konferencji prezydent Biden oraz premierzy: Wielkiej Brytanii – Boris Johnson – i Australii – Scott Morrison ogłosili pogłębienie współpracy obronnej i militarnej, ochrzczonej jako „inicjatywa AUKUS”. W jej ramach Wielka Brytania i USA dostarczą Australii co najmniej osiem nuklearnie napędzanych łodzi podwodnych (bez broni jądrowej na pokładzie), porozumienie oznacza też dzielenie się technologiami militarnymi przez trzech sojuszników na niespotykaną dotąd skalę. W praktyce oznacza to tyle, że Australia zerwała warty 60 mld dolarów kontrakt podpisany z Paryżem, w ramach którego Francuzi mieli dostarczyć Canberze łodzie podwodne napędzane silnikami diesla. Z punktu widzenia Australii to istotna różnica, bo okręty z napędem nuklearnym mogą dłużej pozostawać w zanurzeniu, co sprawia, że są trudniej wykrywalne dla wroga. Ten fakt został też z niezadowoleniem odnotowany przez Pekin. 

Paryż miał przede wszystkim pretensje do Canberry o to, że o zerwaniu kontraktu dowiedział się w praktyce ze wspólnej konferencji Biden–Johnson–Morrison. „Tego samego dnia, w którym ogłoszono #AUKUS, Australijczycy napisali do Francji, że są zadowoleni z możliwych osiągów łodzi podwodnych i z postępów w programie. W skrócie: jesteśmy gotowi na rozpoczęcie następnej fazy kontraktu” – napisał na Twitterze rzecznik francuskiego Ministerstwa Sił Zbrojnych, Herve Grandjean. „Nie było żadnego ostrzeżenia, żadnej propozycji, żadnej dyskusji” – powiedział agencji Reuters pracownik francuskiej ambasady w Canberze. Amerykańscy dyplomaci nieoficjalnie dali do zrozumienia, że decyzja o poinformowaniu Paryża przed konferencją została pozostawiona Australijczykom i, jak przynajmniej wynika z reakcji Francuzów, na taki krok się nie zdecydowano. 

„Zdecydowaliśmy, że nie przejdziemy przez bramkę zapisaną w kontrakcie” – premier Scott Morrison broni swojej decyzji, wskazując, że kontrakt z Francją został skonstruowany właśnie w ten sposób, że pozwalał Australii na rezygnację w tym momencie. „Mamy przekonanie, że nie byłoby to w interesie Australii”. Australijczycy bronią się też, wskazując, że już od dłuższego czasu trwała dyskusja na temat wad francuskiego kontraktu. Niezależny panel ekspertów, na którego czele stał były sekretarz Marynarki USA, Donald Winter, już we wrześniu 2018 roku doradzał Canberze poszukiwanie alternatyw wobec francuskiej oferty i polecał rozważenie, czy w efektywny sposób realizuje ona narodowy interes. Wątpliwości co do kontraktu, w tym opóźnień z nim związanych, były także głośno sygnalizowane podczas przesłuchań w australijskim parlamencie. „Musieliby być ślepi, jeśli nie byliby świadomi zagrożenia, z którym mieli do czynienia” – powiedział o Francuzach australijski senator Rex Patrick. 

Biden i powrót doktryny Trumpa

Decyzja o agresywnym zacieśnieniu współpracy z Australią i Wielką Brytanią spotkała się z aprobatą komentatorów po prawej stronie amerykańskiej sceny politycznej, co w ostatnim czasie stanowi zdecydowanie wyjątek od reguły. Zespół redakcyjny „The Wall Street Journal” nazwał ten krok „mądrym”, stwierdzając, że „powstanie AUKUS jest warte przejściowych napięć, gdy USA stara się zachować korzystny układ sił na Pacyfiku”. Mniej entuzjazmu jest w mediach liberalnych, które oczekiwały zbliżenia z Unią Europejską po latach zimnej kohabitacji za Trumpa. 

Biorąc jednak pod uwagę ostatnie wydarzenia, przyjacielski i optymistyczny ton, który towarzyszył wizycie Bidena w Brukseli w czerwcu bieżącego roku, wydaje się nic nieznaczącym, odległym wspomnieniem. Pomimo szczerych chęci, relacje na linii Waszyngton–Bruksela coraz bardziej naturalnie ciążą w kierunku ścieżek, które wyznaczył Trump. Macrona i eurokratów szczególnie drażnić może prominentna rola, jaka przypadła w nowym porozumieniu Wielkiej Brytanii, która zgodnie z ich wizją świata powinna raczej płacić surową karę dyplomatycznej izolacji za brexit. Znowu, podejście Bidena, poza retoryką, nie wydaje się mocno różnić od podejścia Trumpa. „To wygląda na nowy geopolityczny porządek, bez trwałych sojuszy” – mówi, cytowana przez „The New York Times”, francuska ekspertka Nicole Bacharan. „By stawić czoło Chinom, Stany Zjednoczone, wydaje się, wybrały inny sojusz, ze światem anglosaskim, bez udziału Francji”. 

Izolacja Francji w tej sytuacji może być konsekwencją przelicytowania pozycji Paryża przez Emmanuela Macrona. Ambitny francuski prezydent chce wykorzystać koniec ery Angeli Merkel do przejęcia przywództwa w Europie, którą poprowadziłby w subtelnej rozgrywce o wpływy pomiędzy Pekinem a Waszyngtonem. Podczas niedawnej dyskusji w think tanku Atlantic Council, Macron dał jasno do zrozumienia, że nie zamierza na całego wchodzić w anglofoński konsensus przeciw Pekinowi. Nawoływanie do „połączenia sił przeciwko Chinom” według Macrona tworzy scenariusz „najwyższej możliwej konfliktogenności”, który jest „przeciwskuteczny”. To podejście francuskiego prezydenta zostało wyrażone w Europejskiej strategii dla Indo-Pacyfiku, dokumencie ogłoszonym praktycznie w tym samym momencie, gdy nastąpiło zerwanie umowy Canberry z Paryżem. Dokument zakłada „wielowymiarowe zaangażowanie w relacjach z Chinami”, współpracę w „sferach wspólnych interesów” i naciski chociażby w kwestii praw człowieka. 

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze