„Tosca” – tyle sukcesu, ile upadku. Wrocławska premiera w cieniu afer

KULTURA [OPERA]

To było długie i żywiołowe standing ovation, a kurtyna wrocławskiej sceny unosiła się wielokrotnie. Trudno wyobrazić sobie lepsze otwarcie sezonu. I trudno nie dostrzec, że w „Tosce” Michaela Gieleta w Operze Wrocławskiej podjęto próbę uderzenia w Kościół katolicki. Na szczęście dla sztuki, która nie lubi być narzędziem politycznym, niezbyt celny był to strzał.

Autorzy libretta – Luigi Illica i Giuseppe Giacosa – przenoszą nas do 1800 roku, gdy na polach bitewnych Marengo ważyły się losy Włoch. Spektakl „Tosca” Giacomo Pucciniego otwierał wiek XX w operze. Prapremiera odbyła się w styczniu 1900 roku w rzymskim Teatr Costanzi. A przez następne miesiące robiła triumfalny marsz przez sceny całego świata. Teraz mija kolejny wiek, a dokładnie 121 lat. Co dziś chcą nam pokazać artyści wystawiający sztukę we Wrocławiu? „Tosca” Gieleta to dotkliwe skrzywienie pierwowzoru przez założenie czarnym charakterom sutann duchownych katolickich. Złemu do szpiku kości

     
22%
pozostało do przeczytania: 78%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze