Miejmy litość dla leminga

Felieton [Lubię dinozaury]

Wyobraźcie sobie Państwo taką sytuację. Przez całe życie nosicie w sercu i pamięci wspomnienie swojej pierwszej, prawdziwej miłości. Hołubicie ją, idealizujecie, rozpamiętujecie, jaka była piękna, świeża, wyjątkowa. Niestety, jak to bywa, wasze drogi się rozeszły. 

Trzeba było ułożyć sobie życie, zagłuszyć tęsknotę. Miłość wyjechała. Uczucie jednak pozostało, więcej, przez kolejne lata, mimo rozłąki, zaczęła płonąć coraz mocniej. Nagle – tak, udało się! Niesamowite, cud. Miłość wraca do was. Denerwujecie się, ale pełni podniecenia czekacie na nią. W końcu jest, umawiacie się na kawę. Idziecie na spotkanie, motyle w brzuchu, przed oczami migają wam urywki wspomnień, szczęścia, jej piękna, ciepła. Siadacie przy stoliku i nagle ona przychodzi... z tym, że nie do końca taka, jaką ją pamiętaliście. Brakuje jej kilku zębów. Jest brudna, brzydko pachnie. Ma na sobie jakieś łachmany. Spluwa pod stół i zaczepia kelnera, używając najgorszych wulgaryzmów. Wyobrażacie

     
51%
pozostało do przeczytania: 49%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze