Lament nad wolnością

„Wieszanie” można by określić jako księgę o gniewie i sprawiedliwości, „Kinderszenen” (2008 r.) – jako rzecz o bohaterstwie i zbrodni, a „Samuelowi Zborowskiemu” śmiało nadać podtytuł „księga wolności i przemocy”.

Ścięty w maju 1584 r. pod wawelską Lubranką Samuel Zborowski świętym nie był. Historycy, pisarze, a i politycy uważali go różnie – bądź to za warchoła, bądź za źrenicę złotej polskiej wolności. Jarosław Rymkiewicz należy do tych drugich.

Przeciwnika trzeba przed śmiercią upokorzyć?

Pochodzący z jednego z najmożniejszych rodów Rzeczypospolitej, Zborowski podczas uroczystości koronacyjnych Henryka Walezego wdał się w bójkę z obstawą kasztelana Tęczyńskiego. Interweniował, chcąc zapobiec tumultowi, niejaki Wapowski. Rzut czekanem Samuela Zborowskiego śmiertelnie go ranił, zmarł po paru dniach. Niesławnej pamięci Walezy skazał Zborowskiego na banicję i utratę mienia. Wyemigrowawszy do Siedmiogrodu, pod skrzydła Stefana Batorego – przyczynił się, jak i cała familia, do elekcji Batorego na polskiego króla. Walczył pod Batorym z Rosją, m.in. pod Wielkimi Łukami.

Na swoje nieszczęście wrócił do Polski w 1584 r., zatrzymując się w dworku swojej powinowatej w małopolskich Piekarach. Tam nocą dopadli go siepacze kanclerza Zamoyskiego. Czekało go kilkanaście dni w lochach i hańbiąca śmierć pod Lubranką, mimo protestów rzesz znamienitej szlachty. Czy ten wyrok i egzekucja były „praworządne” – jak byśmy dziś powiedzieli – czy to raczej przykładna zemsta ze strachu i nienawiści? Rymkiewicz, nie mówiąc tego wprost, przychyla się do tego drugiego wniosku. I przytacza fakty, którym nie sposób odmówić siły przekonywania. Podobno Batory z nieznanych powodów przestraszył się, że Zborowski go zamorduje. W histerycznym ataku lęku, pytany przez Zamoyskiego o decyzję ostateczną, krzyczał: „Canis mortuus non mordet” (martwy pies nie gryzie). I dokonało się.

O tym, że był to raczej akt zemsty, świadczy też...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: