Ciche skrobanie rzepki

Ludzie stale zabiegają o swoje interesy. Jedni bardziej konsekwentnie i sprawniej od innych. Mamy tu nawet do czynienia z artystami od kręcenia interesów. Grupy interesów robią bowiem swoje niezależnie od tego, o czym sobie dyskutujemy. Niezależnie od tego, co właśnie jest na medialnym radarze. Dziś odrobina światła na taką jedną, ważną – niby dobrze znaną – grupę interesów. Polskie Stronnictwo Ludowe.

Zrozumieć niezrozumienie Leszka Kołakowskiego

Cofamy się w czasie – jest jesień 2007 r. Trwa kampania wyborcza do parlamentu. Główne starcie toczy się między Prawem i Sprawiedliwością, które od 2005 r. sprawuje władzę, a Platformą Obywatelską, która odeszła już od popierania reform IV RP. Przestrzeń debaty publicznej jest zdominowana przez zarzuty i kontrzarzuty, którymi obrzucają się obie partie i ich zwolennicy. Poziom agresji, napięcia emocjonalnego jest wysoki. I potężny jest szum informacyjny.

Na tle zgiełku bitewnego rozgrywki o władzę – wtedy mało kto uświadamiał sobie, jak bardzo stawką jest przyszłość Polski – PSL i jego ówczesny przywódca Waldemar Pawlak tworzą swój odrębny, spokojny wizerunek. Oferują nam obraz polityków zdystansowanych od „przepychanek” chłopców na boisku – dwóch głównych partii PO i PiS. Pamiętam słyszane wtedy w radiu głosy wyborców „rozsądnych”: w ich oczach Pawlak wyłania się jako postać niemal kalibru męża stanu. Taki wyważony, rozsądny, spokojny. Do grona życzliwych dla PSL‑u głosów dołącza się wybitny, mieszkający od lat poza granicami Polski filozof – profesor Leszek Kołakowski. Powiada, że swój głos odda na PSL.

Filozof – nawet tak wybitny – ma prawo być naiwny. Ale nie musi... A my?

Czego Waldemar Pawlak nie robi?

O Pawlaku w tygodniku „Polityka” (z 29 października – 6 listopada 2012 r.) czytamy: „Jako wicepremier i minister gospodarki sukcesów nie odnosi, ale ludowcy zawdzięczają mu wiele. (…) Nad gospodarką (…) Pawlak nie...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: