Gdy decyduje szafior. Miasto cierpkie jak bazarowe wino 

Podróże [Gruzja]

Gdyby zabrać gruzińskiemu Kutaisi nieodległe lotnisko obsługujące tanie linie lotnicze, do tutejszego centrum nie dotarłaby najprawdopodobniej nawet 1/4 tych, którzy odwiedzają miasto niejako z musu. Kutaisi, oddalone 20 km od portu lotniczego Kopitnarid, jest dla tych wszystkich pasażerów miejscem raczej przesiadkowym. Niektórzy decydują się jednak na wycieczkę do miasta. 

– Chodźcie, chodźcie! Rebiata! Kupujcie tylko u mnie! Sama robiłam – starsza, opatulona w chustę kobieta wskazuje ręką na stojące przed nią plastikowe butelki z czerwoną cieczą w środku. – Etot wino, da? – upewniam się, łamiąc przy okazji wszystkie reguły języka rosyjskiego, którego podstawy dane mi było liznąć kilkanaście lat temu. – Da, da! Wino, wino! Domowej roboty! – zachwala wciąż babuleńka. – Brać? – spoglądam pytająco na stojącego za mną Wojtka. – Bo jakoś mam opory… – Wiesz… W końcu jakby nie patrzeć, to gruzińskie wino… Kupujesz u samego producenta – ko-lega uśmiecha się.

     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze