Ziobro i Gowin, czyli Zjednoczona Prawica albo śmierć. Nie mieli sukcesów poza ZP, więc nie mogą się od niej odciąć

KRAJ [PiS, Solidarna Polska, Porozumienie]

Zbigniew Ziobro, zamiast kierowania jednym z ważniejszych resortów, zostaje koalicjantem Janusza Korwin-Mikkego. Jarosław Gowin, zamiast wpływowym wicepremierem, staje się przystawką PSL. Słabszą, niż do niedawna Paweł Kukiz. Obaj rozbijając Zjednoczoną Prawicę, najbardziej udany projekt polityczny po 1989 roku, doprowadzają do wściekłości własny elektorat. W efekcie fiaska nowych koalicji marginalizują się i przez resztę życia występują w telewizjach jako byli współpracownicy Jarosława Kaczyńskiego, niczym Ludwik Dorn czy Kazimierz Marcinkiewicz. Wystarczy pokazać ten obrazek, by zrozumieć, dlaczego Zjednoczona Prawica trwa.

Gdy kilka tygodni temu pisałem, że Zjednoczona Prawica nie rozpadnie się, a i w wyborach w 2023 roku prawdopodobny jest jej wspólny start, wielu obserwatorów, z różnych pozycji, uznawało to za brak realizmu. Tymczasem sytuacja w koalicji rządzącej zdaje się uspokajać. Dlaczego? Właśnie dlatego, że tak podpowiada polityczny realizm.

     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze