Ziemkiewiczowszczyzna

Sądzę też, że w tytule najnowszej pracy Rafała „Myśli nowoczesnego endeka” jest więcej kokieterii niż rzeczywistego odwołania do Dmowskiego i do wartości ideowych narodowej demokracji. Raczej już do jej sposobu patrzenia na państwo.

Z perspektywy czasu trudno negować, że II RP była syntezą – wspólnym dziełem Ziuka i pana Romana – cała praca u podstaw nie zdałaby się na nic, gdyby nie legiony, siła zbrojna, bez której, zamiast Koła w Dumie, jak za cara, mielibyśmy jakąś Autonomiczną Priwislinską CCR w Światowym Związku Republik Swobodnych. Toteż jedyny spór może być o proporcje w owej syntezie.

W mojej tradycji rodzinnej więcej jest spuścizny Dziadka, ale nie neguję, że Rafał ma korzenie sięgające Ligi Polskiej. Podobnie w kwestii „polactwa” Ziemkiewicz widzi prawie wyłącznie tradycje chłopskiego niewolnictwa, pomijając schedę postszlachecką z sobiepaństwem, warcholstwem, bezinteresowną zawiścią, wykoślawionymi – rzecz jasna przez zabory czy ów status półkolonialny, który był udziałem ostatnich pokoleń. Tu zaznaczmy, że efektowny podział Tubylcy–Kreole nawiązujący do Iberoameryki też nie wyczerpuje całości zagadnienia. Szukając analogii postkolonialnych, zerknąłbym raczej na Afrykę – obok tubylców i „mieszańców” kolaborujących z kolonizatorami byli tam jeszcze obcy– nazwijmy ich Arabami lub Hindusami – którzy przejęli funkcje usługowe, tworząc i zastępując rodzimą warstwę średnią.

Ale to detal. W diagnozach społecznych i politycznych jest Ziemkiewicz precyzyjny, a każda kolejna książka lepiej opisuje polską rzeczywistość i jest to obraz przygnębiający. Rafał nie wierzy w jakiś kolejny zryw, „wielkie przebudzenie”, które widać gołym okiem za oknem. Czuję, że obawia się, iż ewentualne przyszłe zwycięstwo znowu nas zaskoczy. Że po raz kolejny przystąpimy do budowy Polski Naszych Marzeń bez kadr, bez wypracowanych programów, bez odpowiedniego prawa, bez procedur, a nawet bez instytucji, które miałyby się tym zająć.

Dlatego...
[pozostało do przeczytania 36% tekstu]
Dostęp do artykułów: