Złośliwość rzeczy martwych

Pani ministra na zdrowie Sarmatów

A więc taka była wola nieba, żeby z tegoż nieba lało się przed meczem z Albionem niczym z cebra. Istny POtop. Niebo zapłakało nad losem Sarmatów. To ładny gest ze strony góry, zważywszy na drobny fakt, że przecież sami Sarmaci zgotowali sobie ten los. Zagłosowali na chłopaka z podwórka i jego ferajnę, no to ferajna jedzie po bandzie. Nie dziwimy się przecież, że Stadion Narodowy i jego legendarny dach przeciwsłoneczny (no bo nie przeciwdeszczowy – to byłoby zbyt proste) okazał się megabublem. Nie dziwimy się, bo ta ryba psuje się od głowy. Państwo jest bublem, administracja, wymiar sprawiedliwości, służba zdrowia itp., itd. – wszystko to bubel na bublu, bubel bublem pogania, to i stadion też bubel jak ta lala. No, co prawda premie dla szefów Narodowego Centrum Sportu, te przeszłe i te przyszłe, bublowate nie są, wręcz przeciwnie. Ale kto powiedział, że za złą robotę musi być zła płaca? Przesąd! Zabobon! Za fuszerkę płaca sowita. Pod jednym wszakże warunkiem: ci opłacani to muszą być swojacy, koledzy Puchatka, chodzące egzemplarze z Rzeczypospolitej Kolesi.

A skąd się wzięli urzędnicy z NCS? Z księżyca? Od Armstronga? Wpadli przypadkiem z ulicy? Ktoś ich wylosował? No nie, tu nie ma wolnej amerykanki i zbiegów okoliczności. Ordnung muss sein. Kolesi powołała pani ministra. Ministrę powołał pan premier (oby żył wiecznie – dodałby w tym momencie lizus od transportu, tak czy owak Sławek Nowak). Premiera powołali Sarmaci. No to teraz „zdrowie wasze w gardła nasze” i szefowie NCS, ich przełożona i przełożony przełożonej wypiją zdrowie naiwnych Sarmatów. Nawet parę kolejek. Kto by tam pił na jedną nóżkę? Lepiej wypić na dwie lewe ręce.

Okoliczności przyrody, czyli jednoręki Tusk

Z tą antyrządową pogodą to nie był incydent. Szef sztabu ostatniej kampanii wyborczej PO (w nagrodę został wiceszefem europarlamentu) Jacek Protasiewicz spóźnił się na telewizyjny...
[pozostało do przeczytania 50% tekstu]
Dostęp do artykułów: