Indeks praktyk niebezpiecznych

Ludzie „światli i doskonale wykształceni” zwykli traktować tę sferę wzruszeniem ramion i pogardliwym określeniem „nieszkodliwe zabobony”.

Przynajmniej do momentu, kiedy ich własne dziecko znikało w którejś z agresywnych sekt lub zapadało na chorobę, wobec której oficjalna psychiatria okazywała się bezradna.

Książka Roberta Tekielego, kontynuująca jego działalność publicystyczną na łamach „Gazety Polskiej”, jest doskonałym katalogiem tych zagrożeń, a nade wszystko udaną próbą znalezienia wspólnego mianownika dla tych rożnych zjawisk i tendencji. Jest nim po prostu zło – sfera demonów, Ojca Kłamstwa, szatana po prostu. Nawet jeśli z początku wygląda to na niegroźną zabawę z kartami tarota czy noszeniem różnorakich amuletów, może (choć dodajmy – nie musi) stanowić wezwanie dla Zła, być jego bramą czy kodem dostępu.

Zagrożenia różnią się przede wszystkim stopniem kamuflażu. Wszystkie jednak opierają się na manipulacji człowiekiem, wyzuwaniem go z wolnej woli, krytycznego myślenia. Czasami można odnieść wrażenie, że Tekieli posuwa się zbyt daleko w swoim „indeksie praktyk niebezpiecznych”, choć w igraszkach z diabłem lepiej być zbyt ostrożnym niż otwartym na przestrzał. Wiele wymienionych elementów rzadko uchodziło za niebezpieczne i nadal cieszy się popularnością – cóż bowiem złego kryje się np. w ćwiczeniach walk Wschodu? Jak dowodzi Tekieli, nie same ćwiczenia są groźne, lecz towarzysząca im filozofia. Zgodna z kulturą człowieka Wschodu, przerzucona w inne środowiska staje się toksyczna.

Szczególnie narażona jest młodzież – obiekt różnorakich działań od lat najmłodszych – adresat stresujących kreskówek ociekających przemocą, krwawych dzieł komputerowych po literaturę i film.

Zdaniem kardynała Ratzingera rozmaite harrypottery „zabijają chrześcijaństwo w duszy małego człowieka”. Podobną rolę mogą odgrywać oparte na antropozofii szkoły steinerowskie. Zagrożenie czai się w muzyce, zwłaszcza tej psychodelicznej,...
[pozostało do przeczytania 34% tekstu]
Dostęp do artykułów: