Wioska na krawędzi. Z dala od cywilizacji

Podróże [Hiszpania]

Męska żyłka odkrywania tego, co nieznane. Szczypta próżności sprawiająca, że pragniemy zobaczyć coś, czego inni jeszcze nie widzieli. I pewnie troszkę zupełnie zdrowej chęci pobycia z dala od hałaśliwej cywilizacji. Powodów tego, aby w zadeptanej przez turystów Katalonii znaleźć przysiółek, który okaże się skarbem przeznaczonym tylko dla nas, będzie najprawdopodobniej przynajmniej kilka.

– Lo siento, no te escuché – być może to wczesna godzina sprawia, że pani w kasie barcelońskiego dworca nie bardzo słyszy moje zapytanie. A może to po prostu mój okaleczony hiszpański… – Nie dosłyszałam. Gdzie chcesz jechać? – Do Rupit – artykułuję już nieco wolniej. I wyraźniej. – Ru-pit! – Rupit… Rupit… – Pani wertuje jakieś kartki na biurku. Po kilkudziesięciu sekundach bezowocnych poszukiwań nieśmiało podnosi wzrok. – A to na pewno w Hiszpanii?

Lepszej rekomendacji dla celu mojej eskapady chyba nie znajdę. Dziś postanawiam bowiem opuścić łóżkowe pielesze dużo,

     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze