Czemu się lewactwo grobów boi?

Felieton [Lubię dinozaury]

Dawno nie było w mediach związanych z lewicą i PO nic równie zabawnego jak karkołomne próby jednoczesnego udowodnienia, że wielotysięczne manifestacje nie są żadnym ryzykiem, zaś wyjście na cmentarz to największe z możliwych niebezpieczeństw.    Okazało się, że zadymy w tłumie to niewinna zabawa, a odwiedziny na grobach bliskich... przedłużone w czasie samobójstwo. Mogliśmy dowiedzieć się m.in. od Lubnauer, że fakt udziału młodych w manifestacjach powoduje, iż są one bezpieczne (bo już to, że ci młodzi mają rodziny i pozarażają innych, nie ma dla posłanki znaczenia). „GW” za to udowadniała, że nie czas odwiedzać cmentarze, gdy trwa walka o wolność, że faktycznie protesty są niebezpieczne, ale trzeba zaryzykować życie. A groby bliskich? Kogo to obchodzi. Swoisty rekord hipokryzji ustanowił dyżurny „autorytet medyczny” TVN i „GW”, uaktywniany zawsze, gdy tylko trzeba napluć na rząd, niejaki profesor Simon. Najpierw stwierdził on, że odwiedzanie cmentarzy we Wszystkich
48%
pozostało do przeczytania: 52%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze