Gospodarka musi stanąć na nogi. Wielkie inwestycje po ustaniu koronakryzysu 

Skutki zamrożenia działalności gospodarczej wskutek pandemii COVID-19, które według szacunków unijnych spowoduje u nas w tym roku ponad 4-procentowy spadek PKB, mogą dawać o sobie znać jeszcze długie miesiące. Ten okres można skrócić.

Receptą na odbudowę gospodarki po przejściu kryzysu, znaną od co najmniej Wielkiego Kryzysu lat 30. ubiegłego wieku, a więc od niemal 100 lat, są wielkie inwestycje inicjowane przez państwo. 

Programy inwestycji publicznych
Podobne po części rozwiązanie stosowano także choćby po II wojnie światowej dla odbudowy państw. Chodzi o, przypomnijmy, Plan Marshalla, z istotnym udziałem projektów inwestycyjnych, który postawił na nogi gospodarki państw zachodnioeuropejskich, w tym Niemiec Zachodnich. Niestety, w wyniku decyzji Stalina z dobrodziejstw Planu nie mogły korzystać europejskie państwa satelickie ZSRS, w tym Polska.
To, co dla miłośników szkoły liberalnej w podejściu do zarządzania procesami gospodarczymi wydaje się herezją, tj. postawienie na program inwestycji publicznych w likwidowaniu skutków poważnych kryzysów obejmujących całe kontynenty, wydaje się być jedynym i skutecznym środkiem zaradczym. Z jednej strony angażuje się niewykorzystywane w wyniku kryzysu moce wykonawcze firm, w tym sektora MŚP, z drugiej w sposób istotny wpływa na zmniejszenie bezrobocia. A wszystko to sprzyja wzrostowi wpływów podatkowych do budżetu, pobudzaniu kredytów i konsumpcji. I w rezultacie wzrostowi PKB.

Prezydent: chcę być patronem tych inwestycji
Obecny rząd nie tylko nie hamuje realizowanych programów inwestycyjnych czy ich nie zarzuca, jak zdarzało się to rządom wcześniejszym (Baltic Pipe, Koleje Dużych Prędkości), lecz je znacząco rozwija. To nie tylko plan budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego czy przekopu Mierzei Wiślanej, o których w ostatnim czasie szczególnie głośno. To także inne miliardowe projekty: budowa podmorskiego tunelu...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: