Zyziu na koniu Hyziu

Kazimierz Staszewski w rozmowie z Robertem Mazurkiem o imperatywie moralnym, który nie pozwolił mu milczeć, gdy zobaczył uprzywilejowanego Jarosława Kaczyńskiego odwiedzającego na cmentarzu groby tych, którzy zginęli w Smoleńsku, oraz swojej Mamy: „Mnie osobiście bardzo zbulwersowało… Była to rzecz, która mnie ogromnie poruszyła… Musiałem o tym napisać piosenkę”. Jak wiadomo, sama śmierć polskiej delegacji w Smoleńsku ani też kwestia tego, kto był jej winny, nie wywołały u Kazimierza Staszewskiego żadnych imperatywów moralnych ani nie pobudziły jego mocy twórczych. Wielokrotnie gładziutko deklarował, że nie chce się opowiadać po żadnej ze stron sporu. Taki to z niego bezkompromisowy nonkonformista, buntownik, który nigdy nie kalkuluje, co mu się opłaca, a co nie.

Znam schematy zachowań Kazimierza Staszewskiego, więc jestem pewien, że na swojej nowej płycie umieści coś dla równowagi, co będzie miało się spodobać pisowcom. Jakąś niezwykle błyskotliwą satyrę na PO, którą tryumfalnie zacytuje Robert Mazurek – patrzcie, jaki nonkonformistyczny wariat, dowala wszystkim! Tymczasem ja po wysłuchaniu owej tryskającej humorem, przekornej, troszkę brutalnej krytyki PO zareaguję w sposób niezwykle awangardowy. Zrzygam się.

Rafał Trzaskowski pochwalił się znajomością języków obcych: „Jak przestawiam się na angielski, myślę po angielsku, mam trochę inną perspektywę… Jak muszę konstruować zdania po francusku, jestem dużo grzeczniejszy”. Zabrakło najważniejszej informacji: jaką pozę przyjmuje Trzaskowski, gdy mówi po niemiecku.

Pan „Zero głosów”, bo dokładnie tyle uzyskał Zdradek Sikorski w głosowaniu nad tym, kto powinien być kandydatem PO na prezydenta, jak przystało na dyplomatę nabluzgał na Krystynę Pawłowicz, pisząc do niej na Twitterze: „Zamknij się, wariatko”. Dominika Wielowieyska odezwała się w odpowiedzi do Zdradka: „Panie Ministrze, taki styl jest niedopuszczalny. Powinien to Pan skasować”. Skasować, znaczy się ukryć...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: