Rosja w czasach zarazy. Kreml straci na koronawirusie

Straty ekonomiczne spowodowane kryzysem na rynku chińskim (koronawirus) to nie największy dziś problem Rosji. Większym wyzwaniem dla gospodarki jest rozpętana właśnie „wojna naftowa”. Rząd zapewnia, że przetrwa spadki cen ropy, bo odłożył wystarczająco dużo pieniędzy. Tyle że jednocześnie Putin chce zapewnić sobie dożywotnią władzę i obiecał ogromne wydatki socjalne.
 
Jak na tak ogromny kraj, na dodatek graniczący z Chinami i blisko z nimi współpracujący, Rosja jeszcze w połowie marca mogła pochwalić się całkiem dobrą statystyką, jeśli chodzi o koronawirusa. 12 marca liczba potwierdzonych przypadków wynosiła zaledwie 34. W przytłaczającej większości chodzi o Rosjan, którzy wrócili z zagranicy. Poza tym był Włoch i dwójka obywateli Chin. To oni byli pierwszymi ofiarami koronawirusa w Rosji (21 stycznia) – i są już zdrowi.
 
„Chińska choroba”
Rosja tym się różni od innych krajów na Starym Kontynencie, że ma długą granicę z Chinami, do tego tysiące chińskich pracowników oraz bliską współpracę gospodarczą w niektórych sektorach. Licząca ponad 4 tys. km granica rosyjsko-chińska (16 przejść granicznych) została zamknięta przez władze w Moskwie już 31 stycznia. Bardzo długo to właśnie ten kierunek Rosja postrzegała jako potencjalnie najgroźniejszy, stąd drastyczne środki ostrożności – które z pewnością nie poprawiają atmosfery w relacjach obu państw. W styczniu doszło do incydentu, który także nie pomógł relacjom Moskwy z Pekinem. Grupę 24 chińskich obywateli, którzy przylecieli do Chabarowska z Seulu, bezpośrednio z pokładu samolotu zabrano do sportowego kompleksu na obrzeżach miasta i poddano 14-dniowej kwarantannie. Wszystkie testy wyszły negatywnie, ale w mediach społecznościowych zawrzało od ksenofobicznych wpisów. Protesty ambasady Chin wywołały z kolei działania władz moskiewskich. Dyplomaci ocenili jako dyskryminacyjne kontrolowanie obywateli ChRL w stołecznych środkach transportu i miejscach...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: