Kto powstrzyma Berniego? ...I CZY BLOOMBERG ZASTĄPI BIDENA?

Choć wyścig o nominację Partii Demokratycznej dopiero się rozpoczął, to już doszło w nim do kilku trzęsień ziemi. Joe Biden praktycznie zapadł się w polityczny niebyt, a Bernie Sanders nagle stał się faworytem. Wielu umiarkowanych demokratów ostatnią nadzieję pokłada w miliarderze Michaelu Bloombergu.

O tym, jak wiele może się jeszcze wydarzyć w demokratycznym wyścigu o prezydenturę, niech świadczy temperatura debaty kandydatów, która odbyła się w ostatnim tygodniu. Publicyści ochrzcili ją „walką na noże” albo „wrestlemanią” (czyli wolną amerykanką). 
Tymczasem największym zwycięzcą tej bratobójczej walki jest Donald Trump. Jego ewentualni konkurenci wzajemnie się wykrwawiają, a oprócz tego wygląda na to, że nie ma wśród nich ani jednej osoby, która nie byłaby obciążona kluczowymi wadami, które Trump z łatwością będzie mógł wykorzystać podczas kampanii. 

To nie jest kraj dla Joego Bidena
„Joe Biden jest jak Obywatel Kane, ale bez Wellesowskiej błyskotliwości, uroku i charyzmy, za to z całą pychą” – napisał autor brytyjskiego „Spectatora”. Jeszcze niedawny murowany faworyt do demokratycznej nominacji w pewnym sensie przebył drogę podobną do Hillary Clinton. Jego podejście do kandydowania w większym stopniu opierało się na wewnętrznym przekonaniu, że prezydentura mu się po prostu należy „za całokształt”, a w mniejszym – na chęci zawalczenia o nią. 
Przekonany o swoim zwycięstwie Biden zlekceważył prawybory w Iowa i New Hampshire i poniósł w nich klęskę. W Iowa wypadł poza pierwszą trójkę, uzyskując poparcie na poziomie 15 proc. Jego wynik był już zupełnie katastrofalny w New Hampshire, gdzie Biden spadł na piąte miejsce, nie uzyskując nawet dwucyfrowego wyniku. Te porażki wywołały efekt kuli śnieżnej i dziś większość ekspertów ocenia, że kampania Bidena jest nie do uratowania. Biden idzie więc drogą, którą wyznaczyła Hillary, ale w tej chwili wygląda na to, że ścieżkę od bohatera do zera...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: