Polka potrafi

Legenda Kresów to ciągle niewyczerpany rezerwuar opowieści godnych zagnieżdżenia się w zbiorowej wyobraźni Polaków. Dotąd miejsce poczesne zajmowali tam wielcy hetmani, zagończycy i awanturnicy, o kobietach wspominano peryferyjnie. A jeśli już, to żartobliwie, np. tak jak pisał Andrzej Waligórski o dzielnej obrończyni Trembowli, Annie Dorocie Chrzanowskiej, która w obliczu tureckiej nawały zatkała własnym ciałem wyłom w murze, walnie przyczyniając się do zwycięstwa.

Pani komendantowej akurat brakuje w pracy Joanny Puchalskiej „Wilczyce z dzikich pól”, mimo że podtytuł głosi „Kresowe Polki z temperamentem”. Faktycznie, nie zbywało tego animuszu ani Annie Błockiej, która za wziętym w jasyr mężem peregrynowała aż do Konstantynopola, ani „Laszce diablicy” Zofii Opalińskiej, która pochowała dwóch mężów, choć i tak daleko jej do rekordzistki Krystyny Jeziorkowskiej, pięciokrotnej mężatki (Świrski,  Kondracki Ćwilichowski, Wołodyjowski, Dziewanowski). Ów Sienkiewiczowski „Hajduczek” miał w momencie ostatniego ślubu 52 lata! Co do dwukrotnej carycy Maryny Mniszhówny, jest ona przede wszystkim ofiarą polityki zachłanności ojca.  Brak za to w rolach głównych dwóch panien Komorowskich, z których jedna, Helena, stała się bezpośrednim powodem powstania Chmielnickiego, a zabójstwo drugiej, Gertrudy, z inspiracji wojewodziny Potockiej, złamało charakter przyszłego targowiczanina Szczęsnego Potockiego. Osobiście wspomniałbym też w tej kolekcji – nie przesądzając, czy owa piękna kobieta była porwaną w jasyr szlachcianką, czy córką popa z Rohatynia – jedyną sułtankę o aspiracjach politycznych, Roksolanę.
Joanna Puchalska
„Wilczyce z Dzikich Pól”
Zona Zero, Warszawa 2019 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: