Zagłada bastion

Dodano: 07/08/2012 - Nr 32 z 8 sierpnia 2012

Lęk był skądinąd uzasadniony – mordy i gwałty były na porządku dziennym, podobnie jak wywózki do łagrów. Poziom odwetu okazał się straszliwy i nigdzie żołdactwo nie dostało z woli Stalina tyle swobody i przyzwolenia. Scenariusz się powtarzał w każdym mieście – szturm, kapitulacja, rabunek, dewastacja, pożoga. Bezprzykładnie unicestwiano te miasta, które poniosły niewielki uszczerbek w trakcie walk (np. Olsztyn czy Malbork; nieodległy Gdańsk zniszczono, jak wiadomo, dla potrzeb sowieckiej kroniki filmowej). Liczbę ofiar spotęgował bezładny exodus – gauleiter Koch do ostatniej chwili zapewniał Führera, że nie odda ani piędzi pruskiej ziemi, i wstrzymywał ewakuację. Kiedy wreszcie do niej doszło, była to paniczna ucieczka, rozpaczliwe próby wydostania się ze śmiertelnej pułapki po odcięciu dróg i kolei. Ludzie ginęli na drogach, pod lodem na Zalewie Wiślanym, w torpedowanych statkach jak „Gustloff” popełniali samobójstwa, a często umierali po prostu ze strachu. Więcej szczęścia od
     
42%
pozostało do przeczytania: 58%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze