Nie we wszystkim zgadzam się z Korwinem

Póki co uważam, że obecność Amerykanów raczej sprzyja naszemu bezpieczeństwu, niż je osłabia. Sojusz z USA może być traktowany jako przeciwwaga dla naszego uzależnienia od Brukseli, i w tym sensie jest pomocny – mówi poseł Konfederacji. Z Dobromirem Sośnierzem rozmawia Maciej Kożuszek

Część exposé premiera, poświęcona ochronie rodziny, normalności, konserwatywnym wartościom, chyba podobała się posłom Konfederacji?
Wystąpienie premiera było trochę enigmatyczne w kilku miejscach, brakowało w nim konkretów. Na przykład nic nie zostało powiedziane o zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Dużo w nim było sformułowań, które w razie czego będzie można zinterpretować inaczej.  

Jednak nie można powiedzieć, że to hasło „będziemy dbać o rodzinę” pojawiło się nagle i nie jest konsekwencją tego, co ten rząd robił przez ostatnie cztery lata?
No właśnie nie. Bo PiS nic nie zrobił w tym kierunku, żeby realizować konserwatywny, prorodzinny program. Nie stworzono choćby ram prawnych, które pozwoliłyby usunąć tzw. seksedukatorów ze szkół.

Nie powie Pan chyba, że gdyby to koalicja PO-PSL wygrała jeszcze raz wybory w 2015 roku, to w tych kwestiach ideologiczno-światopoglądowych bylibyśmy w tym samym miejscu? Wierzy Pan, że nie byłoby wtedy na przykład legalizacji małżeństw homoseksualnych i liberalizacji prawa aborcyjnego?
Uważam, że w ciągu tych czterech lat bardzo mocno została podgrzana atmosfera wokół tych kwestii. PiS tak naprawdę nie zrobił nic, ale zmobilizował przeciwników. Gdyby teraz ta druga strona doszła do władzy, to pewnie tam panowałaby atmosfera rewanżyzmu.

Czyli to będzie wina PiS-u, jeśli PO dojdzie do władzy i wprowadzi związki partnerskie?
Najgorzej jest strollować przeciwnika, a samemu nic nie zrobić. Bez sensu jest samo podgrzewanie atmosfery, gdy nie wprowadza się żadnych realnych zmian.

Część...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: