6 listopada 2019

„Brawa dla mieszkańców ulicy, brawa dla Razem-Podlaskie, dla wszystkich, którzy walczyli o tę zmianę” - napisał na twitterze Adrian Zandberg o zlikwidowaniu ulicy Łupaszki w Białymstoku. Zandberg, przypomnijmy, odwoływał się jakiś czas temu do tradycji Ignacego Daszyńskiego. Nie mam wątpliwości, że Daszyński dałby za to Zandbergowi w pysk. W rodzinie Daszyńskiego był porucznik, który zginął w Starobielsku i sekretarka premiera londyńskiego, emigracyjnego rządu, pepeesowca Tomasza Arciszewskiego. O bolszewickich popychadłach wysługujących się „lewicy” z sowieckiego nadania, nic mi nie wiadomo.

Jak traktowała Arciszewskiego propaganda dawnej partii Włodzimierza Czarzastego? Arciszewski był dla niej „jednego z najbardziej skompromitowanych bankrutów politycznych”, „rzekomym socjalistą”, a także „premierem operetkowego rządu, w skład którego wchodzą jawni faszyści z obozu endecji i sanacji”. To tę komunistyczną propagandę kopiuje dzisiaj Zandberg w stosunku do Łupaszki.
Pięć lat temu napisałem głośny „List z sekty smoleńskiej do Partii Razem”. Podpisuje się pod każdym jego sformułowaniem. Było w nim o tym, że partia ta może wybrać: albo kontynuować tradycje lewicy niepodległościowej, albo stać się kolejną wypustką postkomunistycznej oligarchii. Te pięć lat pokazało, że Zandberg jest politycznym antytalentem. Przyjął on zasadę, że albo chwalą nas w TVN i GW, albo nas nie ma. Postulaty antyoligarchiczne Razem zaczęła tchórzliwie chować. Ze strachu przed mediami pomaszerowała też karnie na manifestacje w obronie pomiatającej biedniejszymi Polakami sądowniczej sitwy. A potem poddała się urokowi PZPR-owskiego aparatczyka Czarzastego, który obiecał Zandbergowi – z czego pół SLD śmieje się do rozpuku – przywództwo całej lewicy.
Gdy Daszyński był w wieku Zandberga, miał za sobą spalenie portretu cara, areszt i polityczne procesy. Zandberg ma na swoim koncie zniszczenie projektu niezależnej lewicy i wejście na drogę gładziutkiego...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: